niedziela, 14 stycznia 2018

Bayerowie z Dukli

Rudolf del Alt „ Panorama Dukli od północy” 1842r
Źródło: "Gmina Dukla - dawniej i dziś" na FB (1)
Dukla to nieduże miasto położone w południowo-wschodniej Polsce, u podnóża Beskidu Niskiego, przy trakcie od wieków prowadzącym na południe, w kierunku Węgier.
O tym, że moi przodkowie w pierwszej połowie XIX wieku mieszkali przez pewien czas w tej miejscowości, wiedział mój ojciec i to on w 2002 roku zainicjował korespondencję z dukielskimi urzędami, poszukując ksiąg metrykalnych z tamtego okresu. W pierwszej kolejności zwrócił się listownie do archiwum parafialnego, skąd otrzymał odpowiedź, że takich ksiąg nie ma, a następnie do dukielskiego USC, gdzie księgi były ale młodsze: od 1837 roku Małżeństwa oraz od 1857 roku Chrzty. W takiej sytuacji zadzwoniłam do Archiwum Archidiecezjalnego w Przemyślu, gdzie rozmawiałam ze znanym wielu genealogom X. Dyrektorem. Dowiedziałam się, że w archiwum są księgi metrykalne z Dukli od 1826 roku, ale roczniki 1826-1852 są w złym stanie zachowania i nie są udostępniane do kwerend. Na moją uwagę, że poza AA nigdzie ksiąg z tych lat nie ma, X. Dyrektor roześmiał się i powiedział: „Ależ są w parafii, na pewno”. W tym momencie otrzymaliśmy z tatą sprzeczne informacje i nie wiedzieliśmy w końcu, czy zachowały się dukielskie księgi metrykalne z pierwszych 30 lat XIX wieku. Wydawało się nam, że nie znajdziemy śladów naszych przodków w Dukli.
Równocześnie z poszukiwaniem dukielskich metrykaliów, szukałam też literatury nt. tej miejscowości i w bibliografii jednego z przewodników po Beskidzie Niskim znalazłam "Monografię Dukli" Emmanuela Swieykowskiego wydaną w pierwszych latach XX wieku. Odkryłam, że w 1997 roku został wydany reprint pierwszego wydania nakładem Miasta i Gminy Dukla. Udało mi się kupić tę książkę w tamtejszym Muzeum Historycznym, kiedy pojechałam turystycznie do Dukli w lipcu 2003 roku. W Monografii Swieykowskiego znalazłam ciekawe informacje. W rozdziale II „Dzieje Dukli od początków XVIII wieku, aż do naszych czasów” zwróciły moją uwagę następujące fragmenty:
„W owych czasach pożar, w nocy z 20 na 21 października 1810 r w mieście powstały, niszczy dach na kościele dukielskim i dzwonnicy (...) w roku 1821 wielki pożar miasta niszczy pałac mniszchowski i wewnętrzne jego urządzenie; archiwum kościelne się pali, wraz z biblioteką i wielu drogocennymi sprzętami (...) W roku 1884 pożar znów pustoszy większą część miasta. Następnego zaś roku 1885 d. 15 lipca nowy pożar niszczy drugą część miasta, dach kościelny całkowicie spala, dzwonnicę uszkadza, nadwyręża sklepienie i ściany kościoła.”(2)
Natomiast we współcześnie napisanym wstępie do tej Monografii  pt. „Emmanuel Swieykowski i jego dzieło” P. Piotr Krasny napisał m.in.:
„Podstawowym walorem pracy Swieykowskiego, nie tracącym na znaczeniu wraz z upływem czasu, jest ujawnienie podstawowych dokumentów do dziejów Dukli i dukielskich zabytków. Część owych materiałów uległa już rozproszeniu (np. dukielskie archiwum parafialne), inne znajdujące się w archiwach lwowskich, są trudno dostępne dla polskich badaczy.”(3)
Interesujące było już to, że parafialne archiwum nie uległo zniszczeniu, tylko rozproszeniu. Mnie natomiast szczególnie zainteresowało, dlaczego w dukielskim USC są Księgi Metrykalne od 1837r – małżeństw i od 1857 – urodzeń? Wydawało mi się, że po pożarze w 1821 roku musiano założyć nowe Księgi. Gdyby one uległy spaleniu w pożarze w latach  1884/85, to USC w Dukli nie powinno mieć Ksiąg z lat wcześniejszych!!!
Napisałam list do pani Ewy Klechy - dyrektor Muzeum Historycznego w Dukli z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Zacytowałam Swieykowskiego, dołączyłam kopie pism od Ks. Proboszcza i z USC. Odpowiedź przyszła po ponad dwóch miesiącach i przeszła wszelkie moje oczekiwania:
W odpowiedzi na Pani kwerendę z dn. 22 października br. dotyczącą genealogii Pani rodziny uprzejmie informujemy, że dukielskie Księgi Metrykalne znajdują się w:
- Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu,
- Urzędzie Miasta i Gminy w Dukli,
- Archiwum Państwowym w Przemyślu (Parafia greckokatolicka w Dukli z l. 1784 – 1859, 1861, 1863 – 1871)
- Archiwum kościoła pw. Św. Marii Magdaleny w Dukli.
W ostatnim z wymienionych Archiwów znajdują się zaledwie dwie ocalałe Księgi Metrykalne zawierające min. Liber Natorum z l. 1784 – 1837 oraz Liber Copulatorum z l. 1784 – 1837. Dzięki uprzejmości Ks. Proboszcza odnaleźliśmy w niej Pani nazwisko rodowe”.
I tu podane zostały dwa wypisy z ksiąg metrykalnych:
1. Parafia Dukla - Liber Natorum - 7 listopada 1833, Nr domu 115, Katarzyna urodzona 7.11.1833r.  c. Dominika Baiera młynarza w Dukli i Agnieszki c. Bartłomieja Urbańskiego. Rodzice chrzestni: Józef Janiczek młynarz i Marianna Paszkiewiczowa (4)
O Katarzynie ojciec wiedział, ponieważ to była jego prababka, natomiast druga metryka była dla nas obojga niespodzianką:
2. Parafia Dukla - Liber Copulatorum - 8 listopada 1831 Nr domu: Poraż 8 i Dukla 115
Warzyniec Paszkiewicz lat 31 młynarz w Porażu, s. Kazimierza młynarza i Zofii de Michniewicz   poślubił Mariannę Bajer lat 21, c. Jakuba Bajera młynarza w Dukli i Aleksandry (5)
Mój praprapradziad Dominik Bayer miał siostrę Mariannę! I to ona, już jako mężatka, została matką chrzestną Katarzyny Bayerówny. Długo szukałam materiałów, które pomogłyby określić położenie domu o numerze 115 w Dukli. Dopiero niedawno, dzięki P. Danielowi Nowakowi, który miał dostęp do operatów opisowych mapy katastralnej Dukli, dowiedziałam się, że Nr domu 115 to był młyn w Dukli. Wszystko się zgadzało: młynarze mieszkali we młynie.
Trzecią metrykę z tych terenów dotyczącą moich dukielskich przodków otrzymałam kilka lat później całkowitym przypadkiem. Na forum genealogicznym Genpol odezwała się do mnie koleżanka Krysia Czerniga, której w czymś tam wcześniej pomogłam. Krysia napisała mi, że jej koleżanka zamówiła u Mormonów we Wrocławiu kilkanaście mikrofilmów z Podkarpacia i właśnie je przegląda w CHR. Mam podać nazwisko, to przy okazji swoich poszukiwań popatrzy i na moich przodków. Nie minęły dwa tygodnie, kiedy dostałam wiadomość od Krysi: w parafii rzym-kat w Uhercach w roku 1830 jest metryka ślubu Dominika Bajera, podsyła mi zdjęcie i mam sprawdzić czy to mój. Sprawdziłam - był mój!
Parafia Uherce - Liber Copulatorum 1784-1837 – Dn. 21 lutego 1830, Nr domu: Olszanica 13  Dominik Bajer lat 24, młynarz w Dukli, s. Jakuba i Józefy poślubił Agnieszkę Urban lat 20, c. Bartłomieja i Anny (6)
Mój ojciec, kiedy zobaczył metrykę ślubu Dominika i Agnieszki, skrzywił się na zapis jej nazwiska - Urban, twierdząc, że była Urbańska. Twierdził również, że zarówno Bayerowie, jak i Urbańscy byli szlacheckiego pochodzenia, czym wpuścił mnie, na samym początku mojej genealogicznej przygody, w ślepą uliczkę, ale o tym może będzie w którejś z kolejnych opowieści.
Co ciekawe, na tej samej stronie księgi metrykalnej z parafii w Uhercach, tuż nad zapisem ślubu Agnieszki i Dominika, został zapisany pod datą 17 lutego 1830 roku ślub brata Agnieszki – Józefa Urbana lat 35, młynarza w Olszanicy, a świadkiem na obu ślubach był m.in. Jan Bebkiewicz – młynarz w pobliskim Orelcu (6)
Z zapisów przedstawionych wyżej trzech metryk wynika, że Bayerowie obracali się w kręgu jednej grupy zawodowej – młynarzy. Wynika też, że rodzina ta mieszkała w Dukli przynajmniej w latach 1830-1833. Kilka lat temu miałam możliwość przejrzenia Księgi Chrztów z parafii w Dukli obejmującej lata 1857-1908, którą dukielski USC przekazał do Archiwum Państwowego w Sanoku. Nie znalazłam w tej księdze ani jednego zapisu dotyczącego moich przodków. Nie występowali nawet jako rodzice chrzestni innych dzieci. Najwyraźniej nie mieszkali już w tych latach w Dukli. Pozostała mi do przeszukania w sanockim archiwum Księga Małżeństw obejmująca lata 1837-1915. Trudno przewidzieć czy wniesie jakieś istotne wiadomości do dziejów moich przodków. Bardzo bym chciała też przejrzeć kiedyś osobiście księgi metrykalne znajdujące się w archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli. W wypisach sporządzonych przez panią dyrektor Muzeum Historycznego jest kilka znaków zapytania w miejscach, które były słabo czytelne. Mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe.
Na razie jednak wciąż nie wiem skąd Bayerowie do Dukli przybyli. Niestety, w żadnej z metryk z Dukli oraz Uherec, nie podano miejsca urodzenia Dominika i jego siostry Marianny. Nie znam dalszych losów moich praprapradziadków Agnieszki i Dominika Bayerów, nie wiem dokąd się z Dukli przenieśli, czy mieli więcej dzieci, gdzie zmarli, ani gdzie są pochowani. Ich córka Katarzyna po 1850 roku pojawia się we Lwowie, ale to jest temat na oddzielną opowieść.

Przypisy:
1. Rudolf del Alt „ Panorama Dukli od północy” 1842 rok ; Źródło : „Gmina Dukla – dawniej i dziś” profil na FB zobacz tu
2. Emmanuel Swieykowski „Studia do historyi sztuki i kultury wieku XVIII w Polsce. Tom I – Monografia Dukli” Kraków 1903; Reprint wydany w 1997 r nakładem Miasta i gminy Dukla, str. 44-45
3. Ibidem, str. 16
4. Archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli: Liber Natorum 1784 – 1837
5. Archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli: Liber Copulatorum 1784 – 1837
6. FS - Kościół rzymsko-katolicki. Parafja Uherce Mineralne (Lesko) Akta małżeństw 1784-1837 mf 765860 Item 9 zobacz tu

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Talerzyk na opłatek. Część 2

Cz. 2 Malarnia
Fot. Archiwum rodziny Bayer
Dopiero w grudniu 2017 roku, wobec zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, pomyślałam, że warto spróbować wznowić poszukiwania. Od 2007 roku, kiedy to szukałam pierwszych informacji, powstało wiele  nowych bibliotek cyfrowych, udostępniających mnóstwo ciekawych materiałów, w tym archiwalną prasę wydawaną we Lwowie. Poszukiwania prowadziłam teraz w ANNO (Cyfrowa Kolekcja Czasopism Austriackiej Biblioteki Narodowej), POLONIE (Cyfrowa Biblioteka Narodowa) oraz w Jagiellońskiej BC. Dzięki znalezionym tam materiałom mogę dziś przedstawić krótką informację o „Malarni” istniejącej przy firmie handlowej Kazimierza Lewickiego we Lwowie.
Zakład malowania na szkle i porcelanie Kazimierza Lewickiego tzw. „Malarnia” musiał działać już w latach, kiedy firma mieściła się we Lwowie przy ul. Trybunalskiej 6. Niestety, nie udało mi się ustalić dokładnej daty jego powstania. Niewątpliwie wyroby tego zakładu cieszyły się popularnością i renomą już na przełomie XIX/XX wieku, gdyż w kwietniu 1902 roku Gazeta Lwowska na swoich łamach tak pisała o tej wytwórni:
„Niestety, pomimo tak częstych deklamacyj na temat popierania przemysłu krajowego, panuje u nas dziwna jakaś niechęć do wyrobów krajowych. (…) Czas by już był pozbyć się tych tak szkodliwych uprzedzeń. Aby je rozproszyć i przełamać w zakresie ozdobionych malowidłami szkieł i porcelany, wystarczy udać się do sklepu p. Lewickiego i oglądnąć gotowe już wyroby. Są tam piękne, wzorowane na stylu zakopiańskim malowidła na wazonach i słoikach, są przepysznie uchwycone typy ludowe z całej Polski, są artystycznie wykonane krajobrazy z najpiękniejszych naszych miejsc klimatycznych. Wszystko to chwyta za serce i oko nie tylko swojskością tematu, lecz także rzeczywistą wartością artystyczną wykonania.”
W 1902 roku Lewiccy zakładają przy „Malarni” szkołę malowania na szkle i porcelanie, a Gazeta Lwowska z 13 kwietnia 1902 roku informuje:
„Do walki z wyrobami zagranicznymi w zakresie malowideł na szkle i porcelanie, tak drogimi a częstokroć wprost nieestetycznie wykonanymi, staje obecnie lwowska firma Kazimierza Lewickiego, która obecnie założyła u siebie szkołę malowania na szkle i porcelanie. Ci, którzy mieli sposobność oglądać wykonane w tej fabryce malowidła, nie mają wątpliwości, że jeżeli rezultat walki konkurencyjnej zawisły będzie od jakości artystycznego wykonania i taniości wyrobów, zwycięstwo w tej walce przypadnie w udziale firmie lwowskiej.”
W styczniu 1903 roku Lewiccy otrzymują pożyczkę z Wydziału Krajowego, ze stałego funduszu przemysłowego, w wysokości 20 000 koron na rozszerzenie zakładu malowania na szkle i porcelanie. Pożyczka oprocentowana na 3 % miała być spłacana w 20 ratach kwartalnych począwszy od 1 stycznia 1904 roku. Przy czym Kurier Lwowski, gdzie ta informacja się pojawiła, napisał tak:
„Jest to w kraju zupełnie nowa gałąź przemysłu a polega na malowaniu białej, głównie czeskiej porcelany, na wypalaniu naczyń malowanych i puszczaniu w obieg tak uszlachetnionych wyrobów. To samo dotyczy wyrobów szklannych. Szkło bezbarwne białe lub o jednolitem zabarwieniu poddaje się malowaniu, następnie wypalaniu.”
Tu Kurier Lwowski trochę się mylił, gdyż na swoich łamach informował już w lipcu 1888 roku (15 lat wcześniej) o powstałym we Lwowie zakładzie malowania na szkle i porcelanie panien Janiszewskich. W Krakowie w 1897 roku istniała podobna Malarnia prowadzona przez Hirscha Chajesa na ul. Starowiślnej 46. Niewątpliwie nikt wcześniej nie uruchomił zakładu malowania na porcelanie z produkcją na taką skalę jak Lewiccy.
W tym czasie właściciele firmy kupują kamienicę przy Placu Mariackim 10. W samym centrum Lwowa, przy jednym z głównych placów Śródmieścia, naprzeciwko słynnego Hotelu Georgea. W lipcu 1903 roku przenoszą swój sklep, skład towaru oraz Malarnię do nowej siedziby, o czym informują klientów w licznych, prasowych ogłoszeniach. A jesienią następnego roku następuje całkowite zamknięcie handlu w lokalu przy ul. Trybunalskiej 6.
ANNO - Kurier Lwowski 3VII1903r.
W niedzielę 25 grudnia 1904 roku, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, Kurier Lwowski zamieszcza informację: 
„Talerzyki na opłatki wykonane zostały w pracowni malarskiej p. Kazimierza Lewickiego we Lwowie. Na porcelanowym talerzu, malowanym we wzory zakopiańskie, leży w środku opłatek świąteczny. P. Lewicki przygotowuje serwisy porcelanowe podług rysunku Tadeusza Rybkowskiego.”
Nie muszę chyba mówić, jak bardzo ucieszyła mnie ta informacja. Miałam trochę wątpliwości, czy artysta malarz Tadeusz Rybkowski na pewno jest autorem projektu malunku na talerzyku, ponieważ w Kurierze Lwowskim nie jest to wyraźnie napisane. Serwisy porcelanowe to coś innego niż pojedynczy, świąteczny talerzyk. Moje wątpliwości pomógł rozwiać przypadek.
W Wigilię 2017 roku, na swoim profilu na Facebooku, p. Tomasz Kuba Kozłowski, autor „Opowieści z Kresów” i koordynator Warszawskiej Inicjatywy Kresowej, opublikował życzenia ilustrując je pocztówką świąteczną wysłaną do Lwowa 20 grudnia 1904 roku, a ozdobioną grafiką autorstwa Tadeusza Rybkowskiego. Wystarczy popatrzeć na tę pocztówkę oraz na malunek na talerzyku, żeby stwierdzić, że autorem obu prac jest jedna i ta sama osoba.
Lwów - pocztówka świąteczna z 1904r. T. Rybkowskiego
Z kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego
Z archiwum rodziny Bayerów
Ogłoszenia prasowe reklamujące talerzyki na opłatki z firmy Kazimierza Lewickiego ukazywały się w okresie przedświątecznym dopiero od 1906 roku w Słowie Polskim, a w latach 1907-1909 w Kurierze Lwowskim. Produkowano je w trzech rozmiarach i bardzo żałuję, że w ogłoszeniach prasowych nie podano ich średnicy. Cena talerzyków zależna była od ich wielkości i w latach 1906-1907 wynosiła odpowiednio: -45, -60, -75 ct, a w latach 1908-1909: -90, 1,20, 1,50 K.
ANNO - Kurier Lwowski 13 XII 1909r.
W latach 1904–1909, w czasie kiedy talerzyki były reklamowane w prasie, mój dziadek Ludwik Bayer mieszkał we Lwowie ze swoją drugą żona Heleną z Iwańskich, którą poślubił 28 czerwca 1904 roku. W kwietniu 1905 roku urodził się ich pierworodny syn Stanisław, w listopadzie 1906 roku córka Zofia, a w grudniu 1909 córka Jadwiga. Ludwik był wówczas urzędnikiem, oficyantem kancelaryjnym, pracował w Biurze Egzekucyjnym przy C.k. Administracji podatków we Lwowie mieszczącym się przy Placu Cłowym 1, u wylotu ul. Łyczakowskiej. Do 1908 roku razem z rodziną mieszkał na ul. Inwalidów, na Kleparowie. Wracając z biura przechodził przez Plac Mariacki, gdzie znajdował się sklep Kazimierza Lewickiego z olbrzymią i przyciągającą uwagę wystawą. W taki oto sposób talerzyk na opłatek z firmy Kazimierza Lewickiego najprawdopodobniej znalazł się w posiadaniu mojego dziadka.
Malarnia oraz sklep Lewickich funkcjonowały w kamienicy przy Placu Mariackim do września 1939 roku. II Wojna Światowa unicestwiła zarówno zakład malowania we Lwowie, jak i wytwórnię fajansów w Pacykowie. Kamienica Lewickich w czasie wojny została uszkodzona, a po zakończeniu działań wojennych nie odbudowano jej. Rozebrano ją ostatecznie w styczniu 1998 roku. W tym miejscu jeden z banków wybudował swoją siedzibę - nowoczesny budynek zupełnie nie pasujący do otoczenia. Pomimo, że  byłam we Lwowie kilkukrotnie, nie mam zdjęcia tego fragmentu Pl. Mariackiego. Tak okropnie wygląda nowy budynek ze sztucznego marmuru i szkła w otoczeniu secesyjnych kamienic. Wolę go pamiętać takim, jaki zachował się na archiwalnych zdjęciach
Lwów 1917 r. - Fot. z archiwum rodziny Bayer
Pl. Mariacki z pomnikiem A. Mickiewicza i kamienicą Lewickich w tle
Natomiast mojego dziadka  koleje losu zaprowadziły w latach I Wojny Światowej do Zamościa. Już po wojnie poznał moją babcię Weronikę z Kołtuniaków i ożenił się z nią 14 lutego 1920 roku jako poczwórny wdowiec. Talerzyk przetrwał lata Wielkiej Wojny, liczne dziadkowe przeprowadzki, a po jego śmierci w 1938 roku pozostał z babcią Weroniką. Musiał być dla niej cenną pamiątką, gdyż ochroniła go przed zniszczeniem nawet w czasie przymusowego przesiedlania podczas okupacji niemieckiej w 1941 roku. Mój ojciec przywiózł ten talerzyk do Warszawy dopiero po jej śmierci. Po jego odejściu do świata przodków 28 września 2016 roku, talerzyk przywędrował do mnie. Już po raz drugi zajął  główne miejsce na stole w czasie rodzinnej wieczerzy wigilijnej.
Jest jedną z ciekawszych lwowskich pamiątek.
Wigilia 2017 r.  Fot. K. Smykowski

PS. Bardzo dziękuję p. Tomaszowi Kubie Kozłowskiemu za udostępnienie skanu świątecznej pocztówki

niedziela, 31 grudnia 2017

Talerzyk na opłatek. Część 1

Cz. 1 - Poszukiwania


Talerzyk na opłatek pojawił się w domu moich rodziców po śmierci babci Weroniki z Kołtuniaków Bayerowej w 1987 roku. Nie od razu zwrócił moją uwagę. Zainteresowałam się nim dopiero wiele lat później, po śmierci mojej mamy w 2001 roku, kiedy osamotniony tata wracał wspomnieniami do swojego domu rodzinnego w Zamościu, do swoich rodziców i ich zwyczajów.
Talerzyk widywałam co rok w mieszkaniu taty w okresie Bożego Narodzenia. Tata stawiał go na stole, na nim kładł opłatek, a dookoła układał kartki z życzeniami świątecznymi, które otrzymywał. Opowiadał o Wigiliach w Zamościu, o świętach, kiedy jeszcze żył jego ojciec – Ludwik Bayer i o tym talerzyku z opłatkiem, który jak pamiętał „od zawsze” był ustawiany na stole w jego domu rodzinnym. Wiedział, że talerzyk przywędrował ze Lwowa, skąd pochodził jego ojciec, ale kiedy ten talerzyk został kupiony i przez kogo, nie umiał określić. A mnie intrygowała sygnatura talerzyka : „Kazimierz Lewicki. Lwów.  Malarnia.”
Kim był Kazimierz Lewicki? Gdzie mieściła się „Malarnia”? Kto i kiedy kupił opłatkowy talerzyk?
Dopiero kiedy po 2005 roku zaczęłam częściej korzystać z komputera i uzyskałam dostęp do bibliotek cyfrowych, powoli udawało mi się odszukać potrzebne informacje.
Pierwsze wiadomości uzyskałam dzięki Księgom adresowym Lwowa z lat 1902, 1910 i 1913, udostępnionych w Bibliotekach Cyfrowych: Wielkopolskiej i Śląskiej. Wg Księgi Adresowej z 1902 roku firma nosiła nazwę „Kazimierz Lewicki, główny i hurtowny skład porcelany i szkła”, mieściła się przy ul. Trybunalskiej 6, a w swojej ofercie handlowej posiadała również lustra, szyby, naczynia kuchenne, srebra chińskie oraz złote rybki i muszle. Firma znajdowała się w wykazie firm protokołowanych (wpisanych do rejestru sądowego). W spisie alfabetycznym mieszkańców miasta Lwowa z 1902 roku Kazimierz Lewicki nie występuje, a pod adresem ul. Trybunalska 6 są odnotowani Aleksander i Jakób Lewicki.
WBC - Księga Adresowa Kr. St. M. Lwowa 1902
W Księgach adresowych Lwowa z 1910 i 1913 roku firma nosi nazwę „Kazimierz Lewicki, handel i skład porcelany, szkła i towarów mieszanych”, mieści się przy Placu Mariackim 10, a właścicielami są Jakub Ignacy oraz Aleksander Józef Lewicki. W Księdze adresowej z 1913 roku, w alfabetycznym spisie mieszkańców miasta, przy Aleksandrze Lewickim podano informację, że oprócz lwowskiego adresu Pl. Maryacki 10, latem używa on adresu: Pacyków, poczta Stanisławów. I tylko w Księdze adresowej z 1910 roku firmę tę wymieniono wśród zakładów zajmujących się malowaniem na szkle i porcelanie, ale bez żadnych dokładniejszych informacji.
ŚBC - Skorowidz Adresowy Kr. St. M. Lwowa 1910
W listopadzie 2007 roku dzięki wyszukiwarce books.google.pl natknęłam się na artykuł dr. Jakuba Lewickiego "Między Wiedniem, a Huculszczyzną - Fabryka Fajansu w Pacykowie” (opublikowany w 2001 roku), którego fragmenty zamieszczam:
"Od początku wieku XX we Lwowie działał sklep i malarnia Kazimierza Lewickiego. Mieścił się on w najbardziej prestiżowym miejscu wielkiego miasta, zajmując stojącą przy Placu Mariackim 5 (w tle pomnika Mickiewicza) kamienicę, zamykającą Wały Gubernatorskie.... W tej samej kamienicy umieszczono duży sklep z porcelaną.... Wg badaczy ukraińskich, należąca do Lewickich malarnia porcelany przy ul. Trybunalskiej istniała już od 1844 roku. Największe znaczenie miał jednak sklep i malarnia przy Placu Mariackim 5. Skuteczna reklama i wymowna lokalizacja w najbardziej uczęszczanym i prestiżowym miejscu Lwowa powodowała ciągłe zwiększanie się liczby zamówień i konieczność otwarcia drugiej wytwórni. Na jej siedzibę, z kilku miejscowości, wybrano wieś Pacyków, nad rzeką Bystrzycą, 17 km od centrum Stanisławowa (...) Już od samego początku ustalono zasady produkcji Pacykowa. Kazimierz kierował malarnią i sklepem we Lwowie, a jego brat Józef, założyciel i pierwszy właściciel Pacykowa, o profilu produkcji fabryki. Obaj bracia ściśle współpracowali wybierając twórców, organizując konkursy rzeźbiarskie (...)" 
Z licznych przypisów do tego artykułu w rodzaju "Materiały w archiwum autora" wywnioskowałam, że autor jest potomkiem ostatnich właścicieli „Malarni” i wytwórni fajansu w Pacykowie. Dziś wiem, że niektóre informacje z tego artykułu są jednak nieścisłe. Uśmiechnęłam się też nad zdaniem „Wg badaczy ukraińskich, należąca do Lewickich malarnia porcelany przy ul. Trybunalskiej istniała już od 1844 roku.” Akurat w tym samym czasie w Bibliotece Cyfrowej Małopolskiego Tow. Genealogicznego została udostępniona „Księga Adresów Miasta Lwowa” z roku 1883, gdzie w inseratach umieszczono reklamę firmy „Kazimierz Lewicki. Główny skład dla Galicji porcelany, szkła i towarów mieszanych we Lwowie, ul. Trybunalska 6". Oprócz reklamy towarów podano również informację, że firma istniała od 1845 roku. 
BC MTG - Księga Adresów M. Lwowa 1883
W czerwcu 2007 roku Dom Spotkań z Historią w Warszawie zainaugurował cykl autorskich wykładów Tomasza Kuby Kozłowskiego – „Opowieści z Kresów”. Lwów często pojawiał się w comiesięcznych „Opowieściach”, a wykłady listopadowe poświęcone były wyłącznie królewskiemu miastu, toteż i firma Kazimierza Lewickiego pojawiała się czasem w „Opowieściach”. O „Malarni” Kazimierza Lewickiego nie pojawiła się niestety żadna nowa informacja. Mijały kolejne lata, sprawdzałam aukcje internetowe, poszukując wyrobów lwowskiej firmy, jednakże wszystkie przedmioty, które się pojawiały, miały zupełnie odmienne sygnowanie. Pojechałam też do Muzeum Regionalnego w Kozienicach, które w 2001 roku zorganizowało wystawę „Fajanse z Pacykowa”, nabyłam katalog tej wystawy, poszerzyłam wiedzę nt. wytwórni fajansu w Pacykowie należącej do Lewickich, ale o „Malarni” nie znalazłam najmniejszej wzmianki. Nie mogąc znaleźć żadnych dokładniejszych wiadomości, odłożyłam temat „Talerzyka na opłatek” na tzw. „kiedyś”.
W listopadzie 2014 roku Dom Spotkań z Historią zapowiedział na środę 3 grudnia wieczór promocyjny albumu „Secesja we Lwowie” Żanny Komar i Julii Bogdanowej. Moderatorem tego spotkania miał być prof. Jakub Lewicki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Nie miałam pewności, czy pan profesor jest autorem artykułu z 2001 roku o Pacykowie, ale zmobilizowałam się. Sfotografowałam talerzyk, wydrukowałam zdjęcia, zabrałam kopię artykułu i tak przygotowana poszłam do DSH. Po spotkaniu podeszłam do profesora i poprosiłam o rozmowę. Okazało się, że trafiłam – profesor nie tylko był autorem artykułu, ale również potomkiem Kazimierza Lewickiego, założyciela lwowskiej firmy. Z zainteresowaniem obejrzał zdjęcia i przekazał bardzo ważną dla mnie informację: rodzaj malunku na talerzyku wskazuje na produkcję z lat przed I Wojną Światową. To było dla mnie rewelacyjne odkrycie – talerzyk ma ponad 100 lat!
Niestety, nie zachowały się w archiwum rodzinnym pana profesora katalogi „Malarni”, dlatego nie mógł dokładnie określić roku produkcji.
Kolejne lata nie sprzyjały kontynuowaniu tematu. Choroba taty, sprawowanie nad nim całodobowej opieki, jego odejście, konieczność uporządkowania po jego śmierci spraw rodzinnych, spowodowały, że nie prowadziłam poszukiwań dotyczących talerzyka.
Dopiero w grudniu 2017 roku …..        
CDN

Bibliografia:
Księga Adresów Miasta Lwowa, Lwów 1883 – BC MTG
Księga Adresowa Król. Stoł. Miasta Lwowa, R. 6, Lwów 1902 WBC
Skorowidz adresowy Król. Stoł. Miasta Lwowa. Rocznik 2. Rok 1910 ŚBC
Księga adresowa Król. Stoł. Miasta Lwowa. Rocznik 17. 1913 ŚBC
Jakub Lewicki, Między Wiedniem a Huculszczyzną. Fabryka fajansów w Pacykowie [w:] Rzemiosło artystyczne, cz. II. Materiały z sesji naukowej Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa 7 XI 2000, red. Ryszard Bobrow, Warszawa 2001, s. 365-380

sobota, 30 grudnia 2017

Kilka słów na dobry początek …



Panorama Lwowa z Wysokiego Zamku - 28 maja 2013 r.


Urodziłam się i mieszkam w Warszawie, z wykształcenia jestem ogrodnikiem, a od ponad 15 lat amatorsko zajmuję się historią moich przodków. Jestem członkiem Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski w Łodzi, należę także do Nieformalnego Stowarzyszenia Warszawskie Genealożki "GeneWa".

Jeżeli chodzi o moje "korzenie", to każdy korzonek z innej strony wyrasta:
- dziadek ojczysty Ludwik Bayer – Lwów i z tym miastem rodzina Bayerów związana jest od połowy XIX wieku (dziadek Ludwik i pradziadek Władysław to dwa pokolenia lwowskich muzyków), a wcześniej - rody młynarskie wędrujące po Galicji. Natomiast prababka Bayerowa była rodowitą Czeszką
- babcia ojczysta Weronika z Kołtuniaków - to Zamość, a Kołtuniaki z Zamościem związani byli z dziada pradziada
- dziadek macierzysty Franciszek Gutorski - okolice Inowrocławia czyli Kujawy, ale ród Gutorskich wywodzi się z Litwy
- babcia macierzysta Janina z Wilińskich - z Kijowszczyzny (babcia została ochrzczona w rzym-kat parafii Rzyszczów nad Dnieprem)
Patrząc na pokolenie moich pradziadków to w 5/8 jestem Kresowianką (bo Zamość ze względu na jego wielokulturowość traktuję jako miasto na pograniczu Kresów), w 1/4 – Kujawianką, a w 1/8 jestem – Czeszką.

Moje zainteresowania genealogiczne to przede wszystkim Bayerowie, Lwów i Galicja oraz Zamość ze względu na Kołtuniaków. Również Podhajce w woj. tarnopolskim, miejsce ślubu moich dziadków macierzystych i miejscowość Mużyłów k/Podhajec - miejsce urodzenia mojej śp. mamy. Zbieram wszystko co się da o Mużyłowie, a okazało się, że jest to bardzo ciekawa miejscowość.
Interesują mnie też tematy zupełnie nie powiązane z historią moich przodków. Od kilku lat pracuję nad historią wycieczki jaką odbyli w 1927 roku uczniowie Gimnazjum Męskiego w Białej Podlaskiej ze swojego miasta do Gdańska . Zbieram też materiały do biografii profesora Gimnazjum Polskiego w WM Gdańsku - filologa klasycznego Józefa Zawirowskiego.
Dodatkowym tematem, którym się zajmuję, są biblioteki cyfrowe, na temat których prowadziłam wykłady oraz warsztaty. Głównie w macierzystym Towarzystwie Genealogicznym Centralnej Polski w Łodzi, ale również w innych, zaprzyjaźnionych Towarzystwach.

A skąd się wziął Bayerek?
To mój nick, którego używam od ponad 12 lat na portalach i forach genealogicznych, nawiązujący do mojego nazwiska rodowego.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog
                    Monika Bayer-Smykowska