Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawskie Genealożki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawskie Genealożki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 stycznia 2022

Koty od Doroty ...

Zdjęcie profilowe Doroty na Facebooku
 

Dorota Mazurek z domu Rychlik 7.01.1962 – 30.10.2020

Dorotka … gdyby żyła, obchodziłaby dziś swoje 60 urodziny. Na pewno zorganizowałaby spotkanie Warszawskich Genealożek … byłaby beza, zimowa herbata, może wino …

Nasza koleżanka aktywnie uczestniczyła nie tylko w działaniach naszej małej, genealogicznej grupy - Dorota przez kilka lat prowadziła na Facebooku bazarki charytatywne, zbierające fundusze na pomoc dla potrzebujących osób. 
Zaczęło się od organizowania pomocy dla jej znajomej, której w czasie świąt Bożego Narodzenia spalił się dom oraz prowadzona przez nią hodowla psów. Pomoc była potrzebna nie tylko na odbudowę domu, ale i na zorganizowanie leczenia weterynaryjnego poszkodowanym w pożarze psiakom. W ten pierwszy bazarek zaangażowała się chyba cała grupa Warszawskich Genealożek, ofiarowując fanty na aukcje oraz aktywnie w nich uczestnicząc. Rok później, kiedy odbudowa domu i hodowli psów była już zaawansowana, cel bazarku na prośbę wspieranej znajomej został zmieniony – od tego czasu zbierano fundusze na pomoc chorym dzieciom. Dorota nadal aktywnie bazarek prowadziła, wystawiając fanty na aukcje, promując bazarek wśród znajomych, udostępniając informację o nim, gdzie tylko mogła. Sama już dotknięta chorobą, często zmęczona leczeniem, z oddaniem jednak poświęcała czas na zbieranie funduszy dla innych potrzebujących.

Była dobrym człowiekiem, pełnym ciepła i poczucia humoru, reagującym na potrzeby, a zwłaszcza na krzywdę innych. Wielokrotnie udostępniała na swoim profilu na Facebooku prośby o wsparcie dla chorych dzieci, a także organizowane zrzutki na pomoc dla osób poszkodowanych w różnych sytuacjach. Lubiła sprawiać swoim znajomym niespodzianki, pamiętała o imieninach, urodzinach, o naszych pasjach i kolekcjach. Nie zliczę, ile dostałam od niej różnych rzeczy ze słonecznikami, które zdobią teraz moją wiejską chałupę. Kiedy tylko trafiła w sklepie na jakiś przedmiot ze słonecznikami, robiła jego zdjęcie i podsyłała mi informację, gdzie jest do kupienia albo tylko pytała: „Chceeesz?”. Sama kolekcjonowała kalendarzyki listkowe, miała ich sporą kolekcję, dlatego rozumiała kolekcjonerskie zacięcie innych. Szczególnie wzruszyła mnie, przywożąc z pobytu w sanatorium w Ustroniu komplet trzech pijałek zdobionych malowanymi ręcznie słonecznikami. Nawet tam, lecząc się i nabierając sił po chemioterapii, pamiętała o moim słonecznikowym szmerglu.

Dorota przesłała mi kiedyś na święta Bożego Narodzenia
wraz z życzeniami świątecznymi zdjęcie słonecznikowej choinki 



Kochała zwierzaki, w swoim domu miała dwa kocury: czarno-białego Doopka oraz rudowłosego Rudego, o których mogła opowiadać godzinami. Jeździła jako wolontariusz do schronisk dla psów, wspomagając te przytuliska, a ze schroniskowymi psami, kiedy jeszcze miała na to siły, chodziła na długie spacery.














Wśród  znajomych miała osoby również zwierzakolubne. Stąd na aukcjach charytatywnych często pojawiały się figurki psów i kotów. Drewniane, ceramiczne, z metalu lub różnych innych tworzyw. Na jednym z pierwszych bazarków wpadły mi w oko drewniane koty-bliźniaki, na którymś z kolejnych – ciekawe, łaciate kocisko. Tak się właśnie zaczęło, dzięki Dorocie, moje kolekcjonowanie drewnianych kotów … 

Po śmierci Doroty, na przełomie listopada i grudnia 2020 roku,  odbył się jeszcze jeden bazarek charytatywny, świąteczny, jej dedykowany - z podziękowaniem za trud i pracę, które poświęciła przy organizacji oraz prowadzeniu wcześniejszych bazarków. Na aukcjach były też przedmioty, które Dorota podarowała od siebie. Dorotka miała świadomość, że odchodzi, przez ostatnie 2 miesiące życia była pod opieką hospicjum domowego. Co mogła, to jeszcze w swoim domu porządkowała, m.in. rzeczy do wystawienia na bazarku. Wtedy właśnie, ze swojej prywatnej kolekcji, przeznaczyła na bazarek dużego, drewnianego kota. Uparłam się, żeby go kupić i na szczęście udało mi się. To ten najwyższy, ozdoba mojej kolekcji i pamiątka po koleżance.


Dorota nie lubiła publicznych występów. Nie dała się namówić na poprowadzenie wykładu, na opowiedzenie w szerszym gronie o przodkach, o Rychlikach z Ruchny k/Węgrowa i o swoich poszukiwaniach.  Jednak w środowisku genealogicznym pozostała pamięć o Niej, zwłaszcza w grupie osób zajmujących się Węgrowem i Ziemią Liwską, skąd pochodziła. Warto zajrzeć do bloga Doroty, gdzie pozostały teksty jej autorstwa, opowiadające o jej genealogicznych ścieżkach Genealogiczne przypadki Doroty

Z Dorotą na zamku w Liwie










Dorota oprowadza nas po Węgrowie


W pracowni P. Małgorzaty Pepłowskiej w Ruchnie












Pozostawiła też po sobie bardzo miłe wspomnienie w gronie najbliższych koleżanek – Warszawskich Genealożek. Wspominamy ją na spotkaniach często i bardzo nam brakuje jej obecności, uśmiechu, powiedzonek czy żartów. Jej pełnego ciepła zainteresowania dla naszych poczynań … 

Genpol 2020 - ostatnie spotkanie przed pandemią 
Kwadrat - 7 marca 2020 r.



Informacje:
1. Zdjęcie profilowe Doroty na FB
Dorota sfotografowała się na tle jednej z plansz wystawy zorganizowanej w 2014 roku przez Bibliotekę Publiczną w Dzielnicy Wola m.st. W-wy. Na planszy zdjęcie Doroty z 1971 roku. 
Na profilu „Wolskie Regionalia” na FB zamieszczono zestawienie dwóch zdjęć naszej Dorotki: z 1971 i z 2014 roku  https://www.facebook.com/WolskieRegionalia/posts/2555727291117724

Dorotka podarowała z domowych zbiorów wiele archiwalnych zdjęć wykonanych na terenie Dzielnicy Wola do Cyfrowego Archiwum Społecznego – Wolskie Regionalia
https://wolskieregionalia.bpwola.waw.pl/
W konkursie „Wola zmienną jest” zorganizowanym w 2014 roku przez w/w bibliotekę, Dorota otrzymała wyróżnienie.

2. Blog Doroty – Genealogiczne Przypadki Doroty
https://genealogiczneprzypadkidoroty.blogspot.com/

3. Warto zajrzeć też na stronę regionalną - Ruchna i Ruchenka
https://ruchna.pl/

4. Małgorzata Pepłowska z domu Rychlik – bratanica dziadka Doroty Mazurek z domu Rychlik
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82gorzata_Pep%C5%82owska
Panią Małgorzatę odwiedziliśmy w jej pracowni w Ruchnie, w czasie wycieczki po Ziemi Liwskiej, którą zorganizowała dla nas Dorota 7 października 2017 r.

5. Spacer z psami ze schroniska – zdjęcia P. Małgorzaty Pędzimąż na profilu Doroty na FB

6. A tu kilka słów wyjaśnienia kim są Warszawskie Genealożki
https://bayerkoweopowiesci.blogspot.com/2018/08/spotkanie-na-rodos-5-urodziny.html



niedziela, 14 marca 2021

Magda Dąbrowska - Pożegnanie

Na zdjęciu Magda w swoim ogrodzie,
a w tle moje późnojesienne wrzosowisko.

 

Magdalena Dąbrowska 22.03.1982 - 11.03.2021

W czwartek niespodziewanie odeszła Magda …. koleżanka z grupy Warszawskich Genealożek

Nie pamiętam, kiedy Cię Magdo poznałam osobiście. Zapewne było to na Urodzinach Genpolu w Warszawie, ale w którym roku? Wcześniej spotykałyśmy się w internecie na forach genealogicznych. Lubiłam Twoje opowieści … fascynowały mnie poszukiwania Twoich de Lauransów … wyszukiwałaś ich, porządkowałaś i narzekałaś, że ten jeden, najbardziej potrzebny, gdzieś się ukrył i znaleźć go niepodobna. Swoje zmagania z poszukiwaniami przodków opisywałaś na blogu GENEALOGICZNY BLOG MAGDY 

Fotografowałaś też stare cmentarze na Mazurach, a opracowane przesyłałaś do bazy cmentarzy Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego. Jak nikt znałaś się na roślinkach, wystarczyło pokazać Ci liść lub kwiat i już wiedziałaś co to za roślina. Byłaś przecież z wykształcenia architektem krajobrazu. Tak pięknie łączyłaś zawodowe doświadczenie z genealogiczną pasją. Dwa wykłady: na Genpolu oraz na Ogólnopolskiej Konferencji Genealogicznej w Brzegu nie wyczerpały tematu. Namawiałyśmy Cię z koleżankami na poprowadzenie roślinkowych warsztatów w Brzegu … mówiłaś, że może na następnej konferencji ….

Projektowałaś ogrody i od 2 lat umawiałam się z Tobą na przygotowanie projektu ogrodu przy mojej wiejskiej chałupie, jej najbliższego otoczenia. Nie mogłyśmy jednak zgrać się w czasie, ciągle się mijałyśmy, chociaż dzieliło nas zaledwie 30 km. Kiedyś napisałaś do mnie, że będziesz służbowo w mojej gminie i czy mogłabyś zobaczyć działkę pod moją nieobecność. Podpowiedziałam Ci jak się włamać i trochę tam pobuszowałaś. A później napisałaś, że tak pięknego wrzosowiska zazdrościsz mi całym sercem. Wrzosowisko – dzieło mojego nieżyjącego taty …. to musiał być początek września i wrzosy były w pełnym rozkwicie …

Nie będzie już projektu … nie będzie wykładów, ani warsztatów … nie będzie spotkań z Tobą ...  Pozostaniesz wspomnieniem … wspomnieniem jasnym … takim jak Twoje dwa warkoczyki…


Czereśniowe spotkanie kilku genealożek u Magdy w sadzie
22 czerwca 2019 r
.

PS. 1
"Magdalena otworzyła mi oczy na architekturę krajobrazu i postrzeganie cmentarzy, tam, gdzie dziś ich już nie ma. Dzięki niej inaczej patrzę na otaczająca mnie rzeczywistość i odnoszę wrażenie, że tylko dzięki obecności na jej wykładach dostrzegłem piękno cmentarzy, ogrodów i parków. Dziękuję Ci, spoczywaj w spokoju ..."
Zacytowałam tu komentarz z FB jednego z kolegów genealogów - Przemka, gdyż pokazuje jak wartościowe były wykłady Magdy na Konferencjach w Brzegu.

PS. 2
Dzięki kolegom fotografom: Mariuszowi i Wojtkowi ustaliliśmy, że Magda po raz pierwszy pojawiła się na ogólnopolskim spotkaniu genealogów GENPOL w Warszawie w marcu 2014 roku. To było także moje pierwsze spotkanie z Magdą.


Wspomnienie opublikowałam na moim profilu na FB 11 marca 2021 r.


niedziela, 1 listopada 2020

Dorota Mazurek - Pożegnanie

Dorota na GENPOLu - spotkaniu genealogów z całej Polski
w Warszawie w dniu 7 marca 2020 r.
  

 Dorota Mazurek 7 stycznia 1962 - 30 października 2020 r.


Dziś rano odeszła nasza koleżanka Dorota Mazurek - jedna z grona Warszawskich Genealożek. 

Była osobą niezwykle pogodną i uśmiechniętą. Skorą do pomocy i wielokrotnie tej pomocy nam udzielającą. Chętnie uczestniczyła w różnych wykładach i warsztatach genealogicznych, równocześnie mobilizując nas do wielu działań. 

Bardzo lubiła nasze babskie spotkania: zarówno te typowo towarzyskie z wielogodzinnymi pogaduchami przy kawie z bezą, jak i wyjazdy tematyczne, genealogiczne. Zorganizowała i poprowadziła dla nas wycieczkę po Ziemi Liwskiej, gdzie pokazała nam różne miejsca związane z jej przodkami.

Z ogromnym hartem ducha znosiła swoją chorobę, która niestety ją pokonała.

Nigdy Ciebie Dorotko nie zapomnimy i bardzo będzie nam brakować Twojego uśmiechu, życzliwości i obecności w naszym gronie.

Opublikowane na FB 30 października 2020 r Pożegnanie



PS.
Dla najbliższej rodziny Doroty razem z koleżankami przygotowałyśmy Fotoksiążkę, na którą złożyły się jej zdjęcia z naszych różnych spotkań i wyjazdów genealogicznych







środa, 22 maja 2019

Noc Muzeów 2019


Tegoroczną Noc Muzeów spędzałam w Warszawie.
Wędrówkę po muzeach zaczęłam od siedziby Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej na ul. Kłobuckiej, gdyż IPN przygotował tu program zatytułowany „Utracony świat – obraz zniszczeń wojennych i strat osobowych z września 1939 r. w dokumentach IPN”. O godzinie 16.00 pierwsza grupa zainteresowanych osób miała możliwość zwiedzenia budynku Archiwum IPN, oczywiście pod przewodnictwem i opieką tutejszych pracowników. W korytarzach i salkach dostępne były wystawy zdjęć i dokumentów.

Magazyny Archiwum IPN - na regałach akta paszportowe z woj. mazowieckiego.

Wystawa zdjęć Antoniego Snawadzkiego w IPN.

W sali, w której kończyła się trasa zwiedzania, na uczestników Nocy Muzeów czekali pracownicy IPN. Można było uzyskać porady dotyczące poszukiwania informacji o osobach poszkodowanych w czasie II Wojny Światowej, jak i represjonowanych w latach PRLu. Można było także skorzystać z baz danych tej instytucji.

Z dalekiego Ursynowa najpierw autobusem, a następnie metrem, przejechałam do Śródmieścia, aby udać się do Archiwum Głównego Akt Dawnych.
Wędrując od stacji metra ulicą Długą, po drodze wstąpiłam do (również otwartego w Noc Muzeów) Muzeum Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Muzeum to mieści się w podziemiach Katedry Polowej WP i przedstawia historię kapelanów różnych wyznań współpracujących z wojskiem.

Katedra Polowa WP na ul. Długiej

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam było Archiwum Główne Akt Dawnych. Dostępna tu była wystawa „Pieczęcią i piórem. Jak dawniej uwierzytelniano dokumenty”, na której pokazano oryginalne dokumenty z podpisami i pieczęciami władców oraz znanych postaci historycznych. 

Podpis króla Jana Kazimierza na pergaminowym dokumencie z 1668 r.

Na godzinę 19.00 planowany był w AGAD koncert muzyki dawnej, na który jednak nie zaczekałam, ponieważ spieszyłam się na wykłady do Archiwum na Krzywym Kole.
Na tej uliczce, znajdującej się na Starym Mieście, mieści się Archiwum Państwowe w Warszawie. W ramach tegorocznej Nocy Muzeów archiwum to przygotowało m.in. cykl wykładów - "W kręgu źródeł i archiwów rodzinnych" - prowadzonych przez pracowników archiwum. 
Z tego cyklu interesowały mnie dwa wykłady:
- o godz. 19.00 - "Źródła do dziejów rodzinnych" (omówienie akt stanu cywilnego, ewidencji ludności, akt szkolnych, akt wymiaru sprawiedliwości, poszukiwań genealogicznych w archiwach państwowych i kościelnych, techniki sporządzania wypisów, budowania drzewa genealogicznego) - prowadzony przez p. Magdę Masłowską oraz
- o godz. 20.00 - "Jak możemy wykorzystać internet do poszukiwań genealogicznych" - p. Rafała Sztarskiego.


Szczególnie interesująco wypadł dla mnie wykład p. Masłowskiej. Omawiając różne rodzaje dokumentów przydatne w poszukiwaniach genealogicznych, a dostępne w Archiwum Państwowym w Warszawie, wspomniała o aktach Uniwersytetu Warszawskiego z okresu zaborów. 
Była to dla mnie niespodzianka! 
Kilka miesięcy wcześniej korzystałam bowiem z Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego, z akt osobowych studentów okresu międzywojennego. Pytałam się wówczas w Archiwum UW o dokumenty Głównej Szkoły Felczerskiej, która działała przy Cesarskim Uniwersytecie w Warszawie w latach 1867-1905. Otrzymałam odpowiedź, że dokumentacja z tego okresu została w 1915 r. wywieziona przez Rosjan do Rostowa n/Donem i nie została zwrócona.
Po wykładzie zwróciłam się do p. Masłowskiej z pytaniem kiedy dokumenty UW wróciły do Warszawy. Okazało się, że były dwie rewindykacje dokumentacji (o ile dobrze pamiętam): pierwsza jeszcze w latach 20-tych, a druga już po II Wojnie Światowej. Niestety całości dawnego archiwum Cesarskiego Uniwersytetu nie oddano, ale i tak to co jest, jest warte przeszukania. Tym bardziej, że znajdują się tam dokumenty felczerów.
Już po powrocie do domu odszukałam na portalu Szukaj w Archiwach interesujący mnie Zespół z zasobu Archiwum Państwowego w Warszawie:
72/214/0  Cesarski Uniwersytet Warszawski 1869-1917 : 1111 jednostek akt, w sumie 43,08 mb.
Zawartość:
I. Kancelaria Uniwersytetu Senatu, Zarządu i Rektora
II. Sekretariaty Wydziałów
III. Kancelaria Inspektora /od 1908 r. Prorektora/
IV. Akta osobowe pracowników
V. Akta osobowe studentów i farmaceutów
VI. Osobowe: felczerów, położnych, dentystów
VII. Stowarzyszenia studenckie i towarzystwa naukowe przy Uniwersytecie
Muszę przyznać, że wygląda naprawdę interesująco!

Po wykładach na Krzywym Kole, poszłam na herbatę z koleżankami, a bardzo późnym wieczorem wybrałyśmy się jeszcze razem na zwiedzanie warszawskiego Barbakanu.

Warszawski Barbakan nocą.


niedziela, 30 grudnia 2018

Genealog Roku 2017 portalu Genpol.com


 

Koniec roku się zbliża, mogę się pochwalić otrzymanym w marcu br. wyróżnieniem. 

Na tegorocznym spotkaniu sympatyków portalu Genpol.com – XV Urodzinach Genpolu, które odbyło się w Warszawie w sobotę 3 marca, decyzją kapituły otrzymałam tytuł Genealoga Roku 2017 .
Do kapituły tego wyróżnienia należy Tomek Nitsch – założyciel i twórca portalu Genpol.com oraz osoby, które w poprzednich latach ten tytuł otrzymały, a są to:
2007 - Ewa i Adam Kamińscy
2008 - Waldemar Fronczak
2009 - Ewa Szczodruch 
2010 - Leszek Ćwikliński
2011 - Kornelia Major
2012 - Grzegorz Mendyka
2013 - Eliza Parcheniak
2014 – Maria i Józef Krzeptowscy-Jasinek
2015 - Stanisław Pieniążek
2016 - Wojciech Jędraszewski

Zaskoczenie dla mnie ogromne! Czuję się mile wyróżniona i doceniona za całokształt mojej działalności genealogicznej-edukacyjnej-popularyzatorskiej.
Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję kapitule tytułu oraz Tomkowi za to wyróżnienie!

Jedna tylko rzecz nieco zmąciła radość tamtego dnia – otóż Tomek drukując dla mnie dyplom, popełnił błąd w pisowni mojego nazwiska rodowego. Obiecał to naprawić i podesłać mi prawidłowo przygotowany dyplom, ale pomimo mojego przypominającego maila, z jego strony na wiele miesięcy zapadła cisza.
Jednak kilka dni temu, w Wigilię, Tomek Nitsch sprawił mi ogromną niespodziankę.
Pojawił się u mnie w domu osobiście z dyplomem Genealoga Roku, tym razem z prawidłowo napisanym nazwiskiem oraz z bardzo przyjemnym załącznikiem do dyplomu. W czerwonej kurtce, w czerwonej, mikołajowej czapce na głowie i z szerokim uśmiechem.
A ja w fartuszku, w trakcie przestawiania mebli w mieszkaniu, żeby zmieścić i choinkę i całkiem sporą rodzinkę.  Refleksem się nie wykazałam, bo zdjęcia z nim sobie nie zrobiłam. 

Wigilijna niespodzianka od Tomka


Poniżej kilka zdjęć autorstwa Mietka Łaptaszyńskiego, Mariusza Momonta oraz Warszawskich Genealożek z XV Urodzin Genpolu:

Wywołana na środek, zaskoczona, a akurat poszłam po wodę mineralną do picia
Fot. Mariusz Momont

Wręczenie dyplomu
Fot. jednej z Warszawskich Genealożek, której udało się wcisnąć
między fotografujących Mariusza i Mietka

Z Tomkiem Nitschem
Fot. Mariusz Momont

Kilka słów Tomka o mojej działalności genealogicznej 
Fot. Mieczysław Łaptaszyński

Zostawiona sam na sam z fotografującymi :-)
Fot. Mieczysław Łaptaszyński


Fot. Mariusz Momont

Kilka słów podziękowania dla Tomka, dla kapituły wyróżnienia
oraz dla Iwony Łaptaszyńskiej - dobrego ducha mojej działalności genealogicznej
Fot. Mieczysław Łaptaszyński 

Chwilę później, kiedy udało mi się szal ogarnąć
Fot. Mariusz Momont


Zdjęcie grupowe uczestników XV Urodzin Genpolu
Fot. Mariusz Momont

I sesja fotograficzna z Genealogiem Roku 2017:

Z koleżankami - Warszawskimi Genealożkami.
Z tyłu przytulił się Maciek z Warszawskiego TG.
Fot. Mariusz Momont


Z Pawłem z Zagłębiowskiego TG
Fot. Mariusz Momont

Z Grażyną i Anią.
Fot. Mariusz Momont

Na zakończenie - zdjęcie z Super Fotografem i z Super Iwoną
Fot. Mariusz Momont

To tyle tytułem chwalenia się!

niedziela, 18 listopada 2018

Piotrków Trybunalski i spotkanie TGZCz w Częstochowie - 14.11.2018

 

Marysia, koleżanka z Warszawskich Genealożek, namówiła mnie na jednodniowy wyjazd do Częstochowy na listopadowe spotkanie tamtejszych genealogów, zrzeszonych w Towarzystwie Genealogicznym Ziemi Częstochowskiej. Zapowiedziany temat spotkania był bardzo ciekawy, związany z 100 rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, a miał go przedstawić bardzo dobrze nam znany prezes częstochowskich genealogów – Jacek Tomczyk: 
„Jak mój dziadek wracał do Niepodległej”
Przyznaję, że spodobał mi się jej pomysł. Cały mijający rok poświęciłam na poszukiwania oraz badanie dokumentów w archiwum w Zamościu i po wielokrotnych wizytach w rodzinnym mieście mojego ojca, czułam już trochę przesytu tym miejscem. Wycieczka w nowym kierunku była mi najwyraźniej potrzebna. 
Łatwiej jednak wymyśleć wycieczkę, trudniej jest ją zaplanować. Nie udało nam się znaleźć odpowiednich połączeń autobusowych czy kolejowych takich, aby tego samego dnia pojechać i wrócić do domu, bez konieczności nocowania w Częstochowie. Wszystkie powrotne kursy do Warszawy startowały z Częstochowy zbyt wcześnie. Nie miałybyśmy czasu na rozmowy ze znajomymi po spotkaniu, a wyglądało na to, że musiałybyśmy nawet wyjść przed jego końcem. Na szczęście okazało się, że mój syn akurat ma wolny dzień i może zawieźć nas samochodem. Dawało to nam komfort podróży, a także możliwość zwiedzenia czegoś po drodze.
Nasz wybór padł na Piotrków Trybunalski, w którym chyba nigdy wcześniej nie byłam. Sprawdziłam stronę internetową miejscowego muzeum i okazało się, że jest tam do obejrzenia niedawno otwarta wystawa czasowa „Piotrkowski szlak ku Niepodległości”. 

Plakat wystawy czasowej
Źródło - https://muzeumpiotrkow.pl/


Plan w związku z tym był taki, że wyjeżdżamy o 10.00, jedziemy do Piotrkowa, tam pójdziemy do muzeum, obejrzymy wystawę, przespacerujemy się po zabytkowej części miasta i wyruszymy do Częstochowy na tyle wcześnie, aby mieć czas na spokojne zjedzenie obiadu przed spotkaniem. Niestety, plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. 
Błędem było umówienie się z Marysią u mnie w mieszkaniu. Miałam bowiem rozłożone na stole różne domowe archiwalia i oczywiście obie z Marysią utknęłyśmy w tym na dobrą godzinę. W efekcie wyjechaliśmy z Warszawy z ponad godzinnym opóźnieniem, a roboty drogowe oraz korki na trasie katowickiej opóźnienie w podróży nam zwiększyły. 

Piotrków przywitał nas mżawką, ale niezrażone powędrowałyśmy do Muzeum, dając naszemu kierowcy czas wolny. Obejrzałyśmy z zainteresowaniem nie tylko wystawę czasową, ale również wystawy stałe, popatrzyłyśmy też z góry na piotrkowskie Stare Miasto o mokrych dachach. Obeszłyśmy Rynek, wstąpiłyśmy do księgarni, a w drodze do samochodu skusił nas jeszcze szyld Muzeum Piwowarstwa. Na zwiedzanie muzeum miałyśmy za mało czasu, ale oferta sklepu przy muzeum była bogata i nie wyszłyśmy z pustymi rękoma. 

Ulicą Zamkową wędrujemy w kierunku Muzeum

Zrujnowana, ale ciekawa kamienica

Zamek w Piotrkowie Trybunalskim, w którym mieście się miejscowe Muzeum



Rynek Trybunalski 
W głębi fasada kościoła św. Franciszka Ksawerego



Ulica Rwańska i kościół ewangelicko-augsburski,
dawny kościół OO. Pijarów

Nasz kierowca na Rynku

Ulica Szewska i szyld Muzeum Piwowarstwa

Sklep przy Muzeum Piwowarstwa

Zgodnie stwierdziłyśmy, że czujemy niedosyt po tej wizycie i warto by było przyjechać wiosną do Piotrkowa na cały dzień, żeby zwiedzić go porządnie, nie spiesząc się tak jak dziś.
Na razie jechaliśmy do Częstochowy, czasu było co raz mniej, za to samochodów na drodze było co raz więcej. Była to już pora powrotów z pracy i po dojechaniu do centrum miasta utknęliśmy w kolejnych korkach. Jadąc ulicą Focha, wypatrzyłyśmy z Marysią „Gospodę Rybną”, której zaletą było położenie blisko miejsca spotkania częstochowskich genealogów. Minusem, jak dla mnie, była jej nazwa – Rybna. Wysiadałyśmy z samochodu w pośpiechu, kiedy samochód utknął w korku na kolejnym czerwonym świetle. Czasu na obiad miałyśmy niedużo, było już po 16. W Gospodzie okazało się, że oferują nie tylko ryby, co mnie bardzo ucieszyło. Zamówiłyśmy dania, na które nie trzeba było długo czekać, połykałyśmy nasze porcje w pośpiechu, ale i tak dotarłyśmy na spotkanie ciut spóźnione.

Wykład Jacka był ciekawy, a opowieść dotyczyła jego dziadka Stanisława Tomczyka, który został wcielony do armii rosyjskiej i na przełomie 1917/18 roku stacjonował w Odessie. Tam poznał córkę polskiego zesłańca, z którą się ożenił i z którą wracał prawie rok do odradzającej się Polski. W trakcie wykładu pokazał wiele dokumentów z domowego archiwum, a także rodzinnych pamiątek. W spotkaniu uczestniczyły żona, synowa i wnuczka Jacka oraz całkiem spore grono genealogicznych pasjonatów z Basią i Krysią na czele. 

Jacek w czasie wykładu

Basia, Marysia i ja 
Nie śpię! Z zamkniętymi oczami lepiej się słucha.

Zdjęcie uczestników spotkania

Po spotkaniu Basia zabrała nas jeszcze do swojego domu, za mało jej było rozmów z nami. Godzinkę posiedziałyśmy rozmawiając, delektując się Basi szarlotką i rewelacyjną nalewką. Niestety, musiałyśmy wracać. Nasz kierowca szedł następnego dnia rano do pracy, chciał dojechać do Warszawy przed północą.

Informacje: 
- zdjęcia ze spotkania dostałam od Basi 
- Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Częstochowskiej https://www.genealodzy.czestochowa.pl/
- Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim https://muzeumpiotrkow.pl/