czwartek, 26 listopada 2020

Cmentarz Łyczakowski we Lwowie - Wyszukiwarka grobów

 

https://cmentarzlyczakowski.pl/
 
Powstała nowa strona internetowa Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie wraz z wyszukiwarką grobów  https://cmentarzlyczakowski.pl/                                                                                                     

W menu:
- strona główna
- o cmentarzu  
  informacje historyczne oraz o prowadzonych przez stronę polską pracach konserwatorskich
- prace konserwatorskie 
  zdjęcia odrestaurowanych nagrobków wraz z informacjami o nich
- mapa cmentarza 
 na mapie zindeksowane kwatery po najechaniu na nie kursorem podświetlają się na czerwono, po kliknięciu otwiera się możliwość wyszukiwania grobu w danej kwaterze
- karty nagrobków  - wyszukiwarka grobów na całym cmentarzu.
Jak podają autorzy strony - inwentaryzacja cmentarza objęła do tej pory 80% jego powierzchni. Baza rekordów liczy ponad 8000 nagrobków sprzed 1945 roku i będzie uzupełniana wraz z postępami prac inwentaryzacyjnych.
- rzeźbiarze 
  informacje biograficzne o rzeźbiarzach, których dzieła sztuki sepulkralnej  znajdują się na Cmentarzu Łyczakowskim
- partnerzy 
- kontakt

Strona poświęcona cmentarzowi powstała dzięki środkom Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach programu “Dyplomacja Publiczna 2020 – nowy wymiar”. 


Cmentarz Łyczakowski we Lwowie na moich zdjęciach zrobionych w listopadzie 2013 r.












Informację o nowej stronie poświęconej Cmentarzowi Łyczakowskiemu we Lwowie zamieściłam na swoim profilu na FB 24.11.2020 r



niedziela, 1 listopada 2020

Dorota Mazurek - Pożegnanie

Dorota na GENPOLu - spotkaniu genealogów z całej Polski
w Warszawie w dniu 7 marca 2020 r.
  

 Dorota Mazurek 7 stycznia 1962 - 30 października 2020 r.


Dziś rano odeszła nasza koleżanka Dorota Mazurek - jedna z grona Warszawskich Genealożek. 

Była osobą niezwykle pogodną i uśmiechniętą. Skorą do pomocy i wielokrotnie tej pomocy nam udzielającą. Chętnie uczestniczyła w różnych wykładach i warsztatach genealogicznych, równocześnie mobilizując nas do wielu działań. 

Bardzo lubiła nasze babskie spotkania: zarówno te typowo towarzyskie z wielogodzinnymi pogaduchami przy kawie z bezą, jak i wyjazdy tematyczne, genealogiczne. Zorganizowała i poprowadziła dla nas wycieczkę po Ziemi Liwskiej, gdzie pokazała nam różne miejsca związane z jej przodkami.

Z ogromnym hartem ducha znosiła swoją chorobę, która niestety ją pokonała.

Nigdy Ciebie Dorotko nie zapomnimy i bardzo będzie nam brakować Twojego uśmiechu, życzliwości i obecności w naszym gronie.

Opublikowane na FB 30 października 2020 r Pożegnanie



PS.
Dla najbliższej rodziny Doroty razem z koleżankami przygotowałyśmy Fotoksiążkę, na którą złożyły się jej zdjęcia z naszych różnych spotkań i wyjazdów genealogicznych







sobota, 16 maja 2020

III Pielgrzymka Podhajecka 17-22 czerwca 2011 r.

Panorama Podhajec
Widok na miasto od południowego wschodu

Pandemia pokrzyżowała plany wyjazdowe na ten rok. Planowałyśmy z koleżankami wyprawę na Ukrainę, w okolice Kijowa, aby zobaczyć miejsca, w których żyli nasi przodkowie. W planach był nie tylko Kijów, ale też Rzyszczów, Kaniów, Biała Cerkiew i okolice. Na razie trzeba było jednak zrezygnować z wyjazdu, ale mamy nadzieję, że kiedyś te plany zrealizujemy. 
A skoro nie można pojechać w nowe miejsca, postanowiłam przypomnieć moje wyjazdy do Podhajec i do Lwowa. Relacje te były publikowane w prasie oraz na stronie internetowej Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej, teraz udostępniam je również na swoim blogu.

III Pielgrzymka Podhajecka 

W dniach 17 – 22 czerwca 2011 roku odbyła się III Pielgrzymka Podhajecka zorganizowana przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Podhajeckiej. Patronat honorowy nad pielgrzymką sprawował Konsul Generalny RP we Lwowie.
Na Ziemi Podhajeckiej pielgrzymce towarzyszyła red. Grażyna Orłowska-Sondej przygotowująca relację dla "Studia Wschód" TVP Wrocław, reporter Oławskiej Telewizji Kablowej - Pan Zbigniew Pryjda oraz redaktor Mirosław Rowicki z "Kuriera Galicyjskiego".
W pielgrzymce wzięło udział ok. 140 osób z całej Polski. Byli też uczestnicy mieszkający obecnie w Australii, Kanadzie, Niemczech i Szwecji.
W piątek 17 czerwca
autokary pielgrzymkowe wyruszyły z Wrocławia, Brzegu i Oławy kierując się drogą A4 na wschód,  po drodze zabierając kolejnych uczestników pielgrzymki. Trasą przez Kraków, Tarnów, Rzeszów i Przemyśl  dotarliśmy o północy na przejście graniczne z Ukrainą w Medyce. Po trzygodzinnym załatwianiu formalności, autokary wjechały wreszcie na Ukrainę – teren naszego dawnego woj. lwowskiego.
Sobota – 18 czerwca
Pierwszy przystanek to Brzeżany, dokąd dojechaliśmy ok. godz. 9.00 czasu miejscowego. Brzeżany to dawne miasto powiatowe woj. tarnopolskiego. Obecnie jest to małe miasteczko oraz siedziba parafii rzymsko-katolickiej, do której należą też Podhajce – cel naszej wyprawy. Kościół brzeżański w rusztowaniach, wnętrze skromne, ale uporządkowane, pachnące jeszcze farbami. Wszędzie widać starania, żeby zarówno kościół jak i jego otoczenie odzyskało dawny blask. W Brzeżanach przywitał nas miejscowy proboszcz – ksiądz Andrzej Remineć, tutaj też wysiadł ks. kanonik Stanisław Draguła – kapelan podhajeckiej pielgrzymki, który na czas jej trwania zamieszkał w gościnie u brzeżańskiego proboszcza.

Kościół w Brzeżanach

Z Brzeżan pojechaliśmy dalej na południowy wschód, do celu naszej wyprawy – Podhajec, do których dotarliśmy ok. godz 10.00. W Podhajcach i na jego przedmieściach, u gościnnych miejscowych gospodarzy, rozlokowali się uczestnicy pielgrzymki.
Kościół pw. św. Trójcy w Podhajcach

O 12.00 - zbiórka przy kościele św. Trójcy, gdzie czekał na chętnych autokar do Białokrynicy.
Sobota – to dzień poświęcony tej właśnie miejscowości, położonej kilka kilometrów od Podhajec. O godz. 13.00 w Białokrynicy, przed dawnym kościołem pw. św. Piotra i Pawła, a obecnie grekokatolickiej cerkwi pw. św. Paraskewii przywitał uczestników pielgrzymki białokrynicki proboszcz – ks. Vołodymir Łytvyniv. Dziewczęta ubrane w ludowe stroje wręczyły na ręce prezesa Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej - P. Ryszarda Wojciechowskiego i ks. Kanonika Stanisława Draguły powitalny korowaj.
Białokrynica - powitanie z korowajem

Następnie w cerkwi odbyło się ekumeniczne nabożeństwo pod przewodnictwem miejscowego proboszcza i naszego pielgrzymkowego ks. kapelana. W czasie nabożeństwa śpiewał zespół ludowy z Polski – "Radzowiczanie". Wzruszające było wspólne odśpiewanie pieśni "My chcemy Boga" : my, goście z Polski śpiewaliśmy ją po polsku, a obecni mieszkańcy Białokrynicy – po ukraińsku.
Dawny kościół, a obecna cerkiew, poruszał swoim wnętrzem, gdzie z ołtarza głównego spoglądała na nas Maryja ze swojego częstochowskiego wizerunku, umieszczonego w tym miejscu jeszcze przed I wojną Światową.
Po nabożeństwie wyruszyliśmy wszyscy z procesją na białokrynicki cmentarz. Wspólnie modliliśmy się za zmarłych tutaj spoczywających. Został też poświęcony odnowiony grobowiec rodziny Różnickich - rodzina ta od pokoleń mieszkała w Białokrynicy, aż do 1946 roku.

Cmentarz w Białokrynicy

Po południu, w białokrynickim Domu Ludowym, odbyła się część artystyczna.
Wystąpił miejscowy żeński zespół ludowy pod kier. Hanny z Biłanów Sztogryn. Ukraińskie pieśni śpiewane na głosy brzmiały pięknie i wzruszająco. Następnie wystąpił zespół "Radzowiczanie" z GOK Dziadowa Kłoda pod Sycowem, pow. Oleśnica. Publiczność wyraźnie się ożywiła, śpiewała refreny oraz te z piosenek, które są powszechnie znane. Wzruszające było wykonanie przez ten zespół pieśni "O gwiazdo Podola" z tekstem napisanym przez P. Ryszarda Wojciechowskiego.
Niedziela 19 czerwca – święto św. Trójcy – to dzień poświęcony Podhajcom.
O godzinie 11.00 spotkaliśmy się w kilkanaście osób na podhajeckim cmentarzu rzymsko-katolickim, gdzie każdy z obecnych pomodlił się za dusze pochowanych tutaj rodaków.
Przed mszą św. otwarty był kościół pw. św. Trójcy. Ta wspaniała świątynia, pomimo tego że jest poważnie zrujnowana, nadal robi ogromne wrażenie. Wielu z nas - pielgrzymów z Polski, ze skupieniem zwiedzało wnętrze kościoła, myśląc o swoich przodkach, którzy tutaj byli chrzczeni, zawierali śluby oraz o tych, którzy stąd rozpoczynali swoją ostatnią, ziemską wędrówkę.
O godz. 12.00, na placu przed kościołem pw. św. Trójcy, rozpoczęła się uroczysta msza św., której przewodniczył biskup lwowski - ks. Leon Mały.  Mszę św. współkoncelebrowali : ks. Andrzej Remineć – proboszcz z Brzeżan, ks. Stanisław Draguła – kapelan III Pielgrzymki Podhajeckiej, ks. Adam Kruczyński – Werbista – misjonarz obecnie pracujący w Nowej Uszycy na Ukrainie. Obecni byli też miejscowi księża grekokatoliccy: ks. Mykoła Mydlak – proboszcz parafii Podhajce-Stare Miasto i ks. Igor Komarnyckij – proboszcz parafii Podhajce-Silce.

Msza św. w Podhajcach
Koncelebrze przewodniczy ks. biskup Leon Mały

W uroczystej mszy św. wzięli udział : przedstawiciele Konsulatu Generalnego RP we Lwowie: V-ce Konsul P. Bartosz Rogalski i V-ce Konsul P. Anna Koziejowska oraz miejscowe władze w osobach Przewodniczącej Rady Rejonu – P. Iriny Baran i Mer Podhajec – P. Tatyany Levkovych.
Oprawę muzyczną odpustowej mszy św. przygotował polski zespół "Radzowiczanie", zaś Liturgię Słowa – miejscowa młodzież.
Msza św. zgromadziła nie tylko uczestników III Pielgrzymki Podhajeckiej, ale też licznie przybyłych mieszkańców Podhajec. Ponieważ od dłuższego czasu słychać było pomruki zapowiadającej się w ten sposób burzy, ks. proboszcz Andrzej Remineć zdecydował o przeniesieniu wszystkich powitań, przemówień i homilii na czas po zakończeniu mszy św. - do wyremontowanej kaplicy Zofii z Zamiechowa. Nawałnica nadciągnęła w czasie czytania Ewangelii i nie pozwoliła nam w skupieniu wysłuchać Słowa Bożego.  Lało jak z cebra, toteż uczestniczący we mszy św. chronili się pod parasolami, a ponieważ i ołtarz był ustawiony pod gołym niebem - ksiądz biskup poprosił kilka osób o osłonięcie ołtarza parasolkami. Po mszy św. spotkaliśmy się wszyscy w przykościelnej kaplicy. Teraz dopiero brzeżański proboszcz przywitał księdza biskupa i przybyłych na uroczystość gości. Tutaj też wysłuchaliśmy homilii księdza biskupa.
Niezwykle miłym akcentem, tej nietypowo przebiegającej i burzliwej mszy św., było podarowanie ozdobnego ornatu dla kościoła w Podhajcach przez PP. Alicję i Bolesława Kussów.
Następnie udaliśmy się na plac położony przy kościele, gdzie znajduje się pomnik  Adama Mickiewicza, wzniesiony przez podhajczan w 1898 roku – w setną rocznicę urodzin wieszcza. Pomnik ten został wiosną tego roku odrestaurowany staraniem i z funduszy P. Henryka Pękalskiego, dawnego mieszkańca Podhajec, pełniącego obecnie funkcję v-ce prezesa TMZP.

Pomnik Adama Mickiewicza w Podhajcach

W czasie uroczystości odsłonięcia odnowionego pomnika wiersz swój "Odę do mowy kresowej" recytował Leszek Długosz – artysta "Piwnicy pod Baranami", a ks. Adam Kruczyński wyrecytował (z pamięci!) fragment "Pana Tadeusza" – "Koncert Jankiela". Odsłonięcia pomnika dokonali : P. Henryk Pękalski, ks. biskup Leon Mały,  Konsul P. Bartosz Rogalski,  Przewodnicząca Rady Rejonu – P. Irina Baran oraz Mer Podhajec – P. Tatyana Levkovych.
Po południu w Domu Ludowym w Podhajcach odbyła się część artystyczna.
Wystąpili soliści z sekcji śpiewu działającej przy Domu Ludowym w Podhajcach oraz nasz polski zespół "Radzowiczanie".
Poniedziałek 20 czerwca – wyprawa do Śniatynia i Kołomyi na Pokuciu.
Śniatyń – małe miasteczko położone w czasach II RP na granicy z Rumunią.
W śniatyńskim szpitalu pracowała i tutaj zmarła 30 maja 1904 roku - bł. S. Marta Wiecka ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo. Siostra Marta w latach 1894 – 1899 posługiwała chorym w szpitalu w Podhajcach, w Podhajcach też 15 sierpnia 1897 roku złożyła swe pierwsze śluby zakonne. Na Zjeździe Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej, który odbędzie się 22 października bieżącego roku, podjęta zostanie uchwała, na mocy której błogosławiona Siostra Marta Wiecka zostanie patronką naszego Stowarzyszenia.
Siostra Marta urodziła się 12 stycznia 1874 roku we wsi Nowy Wiec na Kaszubach. W III Pielgrzymce Podhajeckiej wzięła udział Pani Janina Kwiecień – Starosta Kartuski, członek-założyciel TMZP, dla której wizyta w Śniatyniu – miejscu śmierci błogosławionej S. Marty, miała szczególne znaczenie.
W kościele w Śniatyniu, przepięknie położonym na wysokiej skarpie doliny Prutu, przywitał nas ksiądz proboszcz Aleksander Raca. Odprawione zostało tutaj krótkie nabożeństwo, w czasie którego mogliśmy ucałować relikwie bł. Siostry Marty Wieckiej. Po kościele oprowadzała nas Siostra Halina ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. 
Kościół w Śniatyniu

Panorama doliny rzeki Prut.
Na horyzoncie widać grzbiety Karpat Wschodnich

Siostra Halina pilotowała też nas w drodze na śniatyński cmentarz, gdzie nawiedziliśmy grób błogosławionej Siostry Marty. Przy grobie opowiedziała uczestnikom pielgrzymki historię życia Siostry Marty Wieckiej, o okolicznościach jej śmierci oraz o szerzącym się kulcie zmarłej.
Po opuszczeniu Śniatynia – wizyta w Kołomyi.  To typowo galicyjskie miasteczko położone na Pokuciu, urokliwe, z zadbanymi kamieniczkami i ogromnym targowiskiem w centrum.  Zwiedziliśmy tutaj Muzeum Huculszczyzny poznając tutejsze budownictwo, zwyczaje i sztukę ludową. 
Ratusz w Kołomyi 

Niestety, było już późne popołudnie i miejscowy targ , gdzie mieliśmy nadzieję na zakup ludowych wyrobów, kończył już swoją działalność. Późnym wieczorem wróciliśmy do Podhajec.
Wtorek 21 czerwca – pożegnanie z Podhajcami i wizyta we Lwowie.
O 11.00 wyruszyliśmy autokarami z Podhajec, pożegnawszy się z naszymi gospodarzami.
W Brzeżanach dołączył do nas nasz ksiądz kapelan i pożegnał nas serdecznie proboszcz – ks. Andrzej Remineć. W trzy autokary zdążaliśmy do Lwowa, dokąd dojechaliśmy późnym popołudniem. Najpierw wspólna wizyta na Cmentarzu Orląt i Cmentarzu Łyczakowskim. Na chwilę odłączyłam się od grupy, by nawiedzić grób mojego pradziada – Władysława Bayera, położony na wzgórzu Powstańców Styczniowych. A następnie mieliśmy trzy godziny wolnego czasu, by wędrować ulicami Lwowa. W pierwszej kolejności pomaszerowałam przez lwowski Rynek, Wały Hetmańskie, a dalej ulicami Kazimierzowską i Kleparowską na ulicę Inwalidów, gdzie pod Nr 7 stoi zachowana kamienica mojego pradziadka. Z miłym wzruszeniem patrzyłam na drewniane wrota bramy, na secesyjne gzymsy i zdobienia kamienicy. Bocznymi uliczkami, z typowym lwowskim brukiem, wróciłam na Wały Hetmańskie. Z przyjemnością po raz kolejny oglądałam Teatr Wielki, Hotel Georga, Plac Mariacki z figurą Matki Bożej i pomnikiem Adama Mickiewicza. Z przykrością patrzyłam na kompletnie nie pasujący do tego miejsca nowoczesny budynek banku, wybudowany w miejscu istniejącej tu do 1939 roku, kamienicy braci Lewickich (tych od Pacykowa). Dalej powędrowałam ul. Akademicką, aż pod kościół św. Mikołaja, gdzie chrzczony był pradziad Władysław. 
Ulicą Pańską dotarłam do dawnego kościoła OO. Bernardynów pw. św. Andrzeja. Za mało było już czasu, żeby pójść jeszcze na Łyczaków do kościoła św. Antoniego, gdzie ochrzczony został dziadek Ludwik Bayer. Wysoki Zamek też musiał poczekać na moją kolejną wizytę we Lwowie. Wracając pod Pałac Arcybiskupów, gdzie czekały nasze autokary, zdążyłam jeszcze po drodze popatrzeć na Katedrę Łacińską, Kaplicę Boimów, Rynek z Ratuszem i fontanną Neptuna. Zdecydowanie za krótka ta wizyta – mogłabym jeszcze godzinami wędrować ulicami tego miasta "zawsze wiernego".
O 20.00 wyjechaliśmy z centrum Lwowa kierując się na zachód. Wyjeżdżaliśmy ulicą Gródecką, mijając po drodze kościół św. Anny, a następnie więzienie Brygidek i kościół św. Elżbiety z wysokimi wieżami. W oddali, po prawej stronie widać było budynek Dworca Głównego we Lwowie. Robiło się coraz ciemniej, a nasza pielgrzymka powoli dobiegała końca.
Ponownie przekroczyliśmy granicę polsko-ukraińską i autokary, nie zatrzymując się już po drodze, przez Przemyśl, Rzeszów, Tarnów i Kraków zmierzały w kierunku Dolnego Śląska.
W środę – 22 czerwca w godzinach rannych zakończyła się III Pielgrzymka Podhajecka. 

Wzięłam udział w III Pielgrzymce Podhajeckiej, ponieważ chciałam zobaczyć Podhajce –
miasteczko, z którym związani byli moi dziadkowie macierzyści : Janina z Wilińskich i Franciszek Gutorscy.  Program pielgrzymki, który poznałam jeszcze przed wyjazdem, był bardzo bogaty. Miałam jednak nadzieję, że uda mi się też zrealizować cele mojego osobistego pielgrzymowania.
Z tego co zamierzałam - zrobiłam i zobaczyłam prawie wszystko. Prawie – gdyż nie udało mi się odnaleźć na podhajeckim cmentarzu grobu mojego pradziada – Mariana Wilińskiego oraz nie odnalazłam miejsca, w którym przed II Wojną Światową znajdowały się w Podhajcach zabudowania Spółdzielni "Rolnik" (dziadek Franciszek był kierownikiem "Rolnika" w latach 1925 - 1929)
Obejrzałam natomiast dość dokładnie Podhajce : znalazłam dom Jadwigi i Mariana Łomnickich (z P. Jadwigą przyjaźniła się moja babcia), widziałam budynek dawnego "Sokoła", rynek z ratuszem, na którego wieżyczce znajduje się obecnie zegar z wieży kościelnej, obie cerkwie, ruiny synagogi. Spacerowałam nad podhajeckimi stawami, nad śluzą na rzeczce Koropiec, widziałam zrujnowany budynek wybudowanego tuż przed wojną polskiego gimnazjum. Nawiedziłam kościół pw. św. Trójcy, gdzie znalazłam (dzięki oglądanym wcześniej archiwalnym zdjęciom wnętrz kościoła z lat międzywojennych) miejsce, w którym stała chrzcielnica. To tutaj moja śp. mama otrzymała sakrament Chrztu św. To w tym kościele, przed głównym ołtarzem, moi dziadkowie udzielili sobie sakramentu małżeństwa. Byłam dwukrotnie na cmentarzu rzymsko-katolickim, ale niestety czasu zabrakło, żeby dokładnie go obejść i przeszukać grób po grobie.
Największe jednak emocje i wzruszenie towarzyszyły mi w czasie mojej dwukrotnej wyprawy do pobliskiego Mużyłowa – wsi oddalonej o 4 km od Podhajec. To właśnie w Mużyłowie, w majątku Idalii z Bocheńskich i Tadeusza Reyów, mieszkała i pracowała moja babcia Janina Wilińska. Tutaj poznała swojego męża, a mojego dziadka – Franciszka Gutorskiego, który jako kierownik podhajeckiego "Rolnika" przyjeżdżał na konsultacje do hr. Tadeusza Reya - prezesa rolniczej spółdzielni. To właśnie tutaj urodziła się moja mama i chociaż wyjechała stąd mając niespełna dwa lata, całe życie wspominała Mużyłów i Podhajce. 
Widok na cerkiew i cmentarz grekokatolicki w Mużyłowie

Widok spod cerkwi grekokatolickiej na górną część Mużyłowa
z murowaną cerkwią prawosławną

Polna droga z Mużyłowa do Podhajec
Na horyzoncie widoczne kopuły cerkwi grekokatolickiej w Podhajcach

Z dawnych zabudowań majątku Reyów w Mużyłowie nie pozostał najmniejszy ślad, wszystko zostało zniszczone w 1944 roku, po wejściu Sowietów. Niestety nie udało mi się ustalić, w którym miejscu stał budynek mieszczący kancelarię majątku oraz mieszkanie moich dziadków. Ale kiedy stałam tam na zboczu doliny i patrzyłam na położone poniżej zabudowania wsi, na drewnianą cerkiewkę grekokatolicką, na potężną lipę z kapliczką, na spalony budynek starej, jeszcze austriackiej, szkoły, uświadomiłam sobie, że patrzę tak jak moja mama i dziadkowie 80 lat temu. Warto było przejechać tyle kilometrów, by znaleźć się w tym szczególnym miejscu, by je poznać, zobaczyć i poczuć, że zawsze we mnie tkwiło. Bo chociaż byłam tam po raz pierwszy w życiu, wydało mi się swojskie i znajome.
Wracałam do Podhajec na piechotę, polną, błotnistą drogą, którą przed 85 laty dziadek jeździł w konkury do babci. Kiedy dochodziłam do przedmieść Podhajec obejrzałam się i patrzyłam na schowany w dolince potoku Mużyłów. I wiedziałam już, że muszę przyjechać tu jeszcze raz.
Warszawa, czerwiec 2011 r.

Powyższa relacja została opublikowana na nieistniejącej obecnie stronie internetowej Towarzystwa Miłośników Ziemi Podhajeckiej podhajce.pl oraz w numerze 11/12-2011 roku Miesięcznika Społeczno-Kulturalnego "Nad Odrą" NAD ODRĄ 11/12-2011 

Zdjęcia rzym-kat. kościoła pw. św. Trójcy w Podhajcach z 2011 r.:

Widok na wieżę oraz południowe ramię transeptu

Część transeptu oraz prezbiterium

Wnętrze kościoła - prezbiterium

Zdjęcia z Podhajec z 2011 roku:

Ratusz w Podhajcach

Gmach dawnego sądu powiatowego w Podhajcach.
Bardzo zrujnowany niestety

Gmach Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Podhajcach

Młyn z końca XIX w.

Widok na Stawy Podhajeckie.

poniedziałek, 30 września 2019

Warsztaty „CAW w praktyce” - 6 OKG w Brzegu 2019

 


Na 6 Ogólnopolskiej Konferencji Genealogicznej w Brzegu, w niedzielę 22 września 2019 roku, poprowadziłam warsztaty dla początkujących genealogów:
„Centralne Archiwum Wojskowe w praktyce”
Tym razem w swoim wystąpieniu prawie całkowicie pominęłam informacje o zasobie, a skupiłam się na przedstawieniu uczestnikom konferencji zasad korzystania z tego archiwum, możliwości wyszukiwania informacji na stronie internetowej CAW, a także wielu innych informacji praktycznych.

Wprowadzenie:
- wojskowa sieć archiwalna (CAW-WBH, AW Oleśnica, AW Toruń + OZ w Gdyni)
- archiwalne materiały wojskowe z okresu międzywojennego
- Archiwum Straży Granicznej w Szczecinie 
- Cyfrowe Muzeum Polskich Formacji Granicznych https://muzeumsg.strazgraniczna.pl/ 
Centralne Archiwum Wojskowe – WBH
Wojskowe Biuro Historyczne realizuje kwerendy tylko w sprawach poświadczeniowych, dla celów prawno-administracyjnych, w celu ustalenia czasu, miejsca i przebiegu służby (pracy) oraz dla potrzeb emerytalno-rentowych.
Nie podejmuje kwerend do celów genealogicznych i naukowych.

Część I – Wyszukiwanie informacji w zasobie CAW
Strona internetowa Wojskowego Biura Historycznego 
- zakładka Centralne Archiwum Wojskowe 
- Zasób
- Wyszukiwarka Zasobu
A. Wyszukiwarka zasobu :
1. Bazy personalne
2. Skany kartoteki
3. Akta opracowane
B. Materiały nieudostępniane
C. Materiały Kartograficzne i Ikonograficzne
D. Bazy dostępne na komputerach CAW 
E. Księgozbiór podręczny Pracowni Naukowej CAW
F. Wojskowa Biblioteka Cyfrowa „Zbrojownia”  http://zbrojownia.cbw.wp.mil.pl:8080/dlibra

Część II – Wizyta w CAW
A. Uzyskanie zgody  na dostęp do dokumentów
B. Pracownia Naukowa CAW
tel. 261-813-192  e-mail: wbh.pracownia@ron.mil.pl
Pracownia Informacji Naukowej
tel. 261-814-584  e-mail: wbh.informacja@ron.mil.pl 
C. Jak dojechać do CAW w Rembertowie?
D. Gdzie można coś zjeść ???
E. Noclegi
F. Dni otwarte w CAW
Wiele lat temu (przed zamknięciem archiwum na czas remontu i rozbudowy) były organizowane Dni Otwarte CAW, w czasie których pracownicy oprowadzali po siedzibie pokazując zarówno Pracownie jak i magazyny, a także różne ciekawe archiwalia. Zostały one zawieszone ze względu na remont i rozbudowę starej siedziby.
W tym roku (w czerwcu 2019r.) CAW wzięło udział w Pikniku Archiwalnym w Pałacu Staszica w Warszawie, pokazując dokumenty dotyczące wojskowości oraz materiały promocyjne
Miejmy nadzieję, że Centralne Archiwum Wojskowe dołączy w kolejnych latach do licznych warszawskich archiwów, biorących udział w Nocy Muzeów.

Część III – Przykłady dokumentów z zasobu CAW
W tej części swojej prezentacji pokazałam zdjęcia dokumentów, które przeglądałam w Centralnym Archiwum Wojskowym w ciągu ostatnich kilku lat. Były to m.in.:
- akta personalne przedwojenne i powojenne
- dokumentacja odznaczeniowa z lat międzywojennych 
- karty księgi rejestracyjnej ochotników do Armii Gen. Hallera we Francji 
- rozkazy dzienne dwóch różnych pułków artylerii lekkiej z różnych lat w tym z sierpnia 1939 roku, a także pierwszy zeszyt rozkazów dziennych z Westerplatte – od 20 stycznia 1926 r
- Tajne Dzienniki Personalne Rezerw z lat 1938-1939
- relacje i wspomnienia dotyczące wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 roku ze zbiorów Wojskowego Biura Badań Historycznych

EDIT:
W kwietniu 2021 r. otrzymałam link do nagrania z poprowadzonymi przeze mnie warsztatami. Nagranie jest dostępne na kanale Stowarzyszenia Opolscy Genealodzy na YT. 
Dźwięk może nie jest doskonały (wynika to z tego, że nie miałam oddzielnego mikrofonu), ale osobom zainteresowanym nie powinno to sprawiać większych trudności

Zaznaczam, że w swoim wystąpieniu przedstawiłam zasady korzystania aktualne na dzień 18 września 2019 roku. Niestety, CAW jest jednym z archiwów, w którym zasady te zmieniają się dość często. Już następnego dnia po moim wykładzie, 23 września 2019 r, pojawiła się informacja na stronie CAW o nowych zasadach udostępniania teczek z kolekcji TAP (akta personalne powojenne)
Osoba, która nie odwiedza regularnie CAWu, po kilkumiesięcznej nieobecności może zostać zaskoczona czymś nowym. Przed każdą wizytą w CAW  najlepiej zapoznać się z aktualnie obowiązującymi zasadami udostępniania oraz korzystania z zasobu archiwum.










Zdjęcia z wykładu są autorstwa Mieczysława Łaptaszyńskiego oraz  Mariusza Momonta:

Albumy ze zdjęciami z 6 Ogólnopolskiej Konferencji Genealogicznej w Brzegu:

sobota, 13 lipca 2019

Skrzypce pradziadka

Władysław Bayer de Werba - Lwów 5 maja 1902 r.
Fot. - Archiwum rodzinne 
Władysław Bayer de Werba (23.06.1855 Lwów – 21.06.1917 Lwów) - mój pradziad.
Był skrzypkiem, dyrygentem, prowadził we Lwowie własny zespół instrumentalny, z którym koncertował nie tylko we Lwowie, ale również we Wiedniu i w Petersburgu. Od końca XIX wieku, od czasu przedwczesnej śmierci żony Marii, udzielał również lekcji gry na skrzypcach. Z przekazów rodzinnych wiadomo, że posiadał wysokiej klasy skrzypce koncertowe.
Niewiele wiem na temat działalności zawodowej mojego pradziada. W domowym archiwum nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące jego działalności muzycznej, a jedynie jego portretowe zdjęcie ze skrzypcami, wykonane we Lwowie 5 maja 1902 roku w zakładzie fotograficznym T. Bahrynowicza.
Wielokrotnie przeszukiwałam lwowską prasę z ostatniego ćwierćwiecza XIX wieku oraz pierwszych lat wieku XX, ale nie znalazłam żadnej wzmianki czy reklamy jego dotyczącej.
Działalność koncertową pradziada Władysława prezentuje natomiast pocztówka wydana we Lwowie  w pierwszych latach XX wieku nakładem fotografa Marka Munza.
Kapela Narodowa pod dyrekcją Heleny Bayer de Werba - Lwów pocz. XX w.
Pocztówka z kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego 
Widokówka ta przedstawia "Kapelę Narodową pod dyrekcją Heleny Bayer de Werba", w skład której wchodzili między innymi: pradziad  Władysław Bayer - skrzypce (siedzi w środku), a także jego dzieci: Ludwik, Maria i Helena.
Dydaktyczną działalność Władysława potwierdzają zapisy w Księgach Adresowych Lwowa z lat 1902, 1910 i 1913, w których wymieniany jest jako nauczyciel muzyki, mieszkający pod różnymi adresami. W Księdze adresowej Lwowa na rok 1916 już nie występuje. Ciężko chory, mieszkał wówczas u córki Heleny Dostalowej na ul. Słodowej.
W 1917 roku, w wieczornym wydaniu  Kuriera  Lwowskiego Nr 289 z dnia 21 czerwca, zamieszczono wzmiankę o jego zgonie:
"We Lwowie zmarł wczoraj w 62 roku życia Władysław Werba, dyrygent kapeli mieszanej, która grywała w wielu restauracjach i kawiarniach lwowskich." 

Po śmierci Władysława skrzypce odziedziczył jego jedyny syn, a mój dziadek - Ludwik Bayer (1877-1938). Dziadek Ludwik posiadał wykształcenie muzyczne, grał na skrzypcach i na klarnecie, grywał w różnych lwowskich zespołach instrumentalnych. Jego muzyczne umiejętności wykorzystała też ck. armia w latach Wielkiej Wojny. Po prawie roku służby w oddziałach etapowych w Karpatach i w Karyntii, wiosną 1915 r. został przydzielony do orkiestry pułkowej, dającej koncerty w szpitalach polowych na zapleczu frontu włoskiego.

Ludwik Bayer był również urzędnikiem skarbowym - od 1903 roku pracował w Ck. Dyrekcji Skarbu we Lwowie, a w połowie 1916 roku, po zwolnieniu ze służby frontowej, został przeniesiony do znajdującego się pod zarządem Ck. Wojskowego Gubernatorstwa w Lublinie - Urzędu Skarbowego w Zamościu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dziadek pozostał w Zamościu, nadal pracując w tutejszym Urzędzie Skarbowym, osiągając stanowisko Sekretarza Urzędu. Ponownie się tutaj ożenił, sprowadził dzieci ze Lwowa i wrósł w środowisko Zamościan. 
W 1917 roku, po śmierci swego ojca Władysława, Ludwik przywiózł cenne skrzypce do Zamościa. Mój ojciec nie przypominał sobie, aby dziadek Ludwik kiedykolwiek na nich grał. Podobno w czasie wojny nabawił się kontuzji nadgarstka, co uniemożliwiało grę.

W czasie kryzysu gospodarczego, z dniem 1 lipca 1929 roku, dziadek Ludwik został przeniesiony na emeryturę, chociaż miał dopiero 52 lata. Emerytura nie dość, że dużo niższa od wcześniejszych poborów sekretarza US, to na dodatek bardzo szybko została zmniejszona (przestano uwzględniać okres pracy przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości). W tej sytuacji dziadek Ludwik zdecydował się na sprzedaż skrzypiec.

Tata mój, chociaż był wówczas małym chłopcem, dobrze pamiętał czas, kiedy jego ojciec sprzedawał skrzypce: wizyty potencjalnych kupców, odwiedziny sąsiadów, zachwyty nad instrumentem - wszystko to musiało na nim wywrzeć silne wrażenie, skoro wydarzenie to wspominał u schyłku swojego życia, mając prawie 90 lat. Nie pamiętał jednak kto kupił skrzypce jego dziadka (bardzo możliwe, że nawet tego nie wiedział), ani nie znał dalszych ich losów.
I przez długi czas historia skrzypiec pradziadka Władysława kończyła się dla mnie na wspomnieniach mojego taty.  Ale ……..

Kilkanaście lat temu, wiosną 2008 roku, przeglądając w Bibliotece Narodowej różne publikacje dotyczące Zamościa, wertowałam również „Encyklopedię Miasta Zamościa” autorstwa p. Andrzeja Kędziory, ówczesnego dyrektora Archiwum Państwowego w Zamościu. Książka była i jest zupełnie nie do kupienia (obecnie istnieje wersja internetowa – Zamosciopedia.pl), jej nakład wyczerpał się błyskawicznie po ukazaniu się na rynku, rzadko też pojawia się na portalach aukcyjnych. Czytałam hasła swoją treścią związane z życiem i działalnością moich przodków w Zamościu: Nowa Osada, ulice: Listopadowa i Spadek (gdzie mieszkali), szkoły powszechne oraz gimnazja (gdzie uczyli się młodzi Bayerowie), Urząd Skarbowy, Ubezpieczalnia, Sąd Okręgowy (gdzie pracowali w latach międzywojennych), a także wiele innych. Sięgnęłam też do hasła „Muzyka”, bo przecież dziadek – muzyk, i trafiłam tu na bardzo ciekawą informację. Otóż autor Encyklopedii odnotował, że w 1929 roku ktoś sprzedawał w Zamościu cenne skrzypce Guarnerius.
Skontaktowałam się z p. dyrektorem Andrzejem Kędziorą i otrzymałam informację, że to było ogłoszenie o sprzedaży instrumentu, zamieszczone w jednym z numerów „Słowa Zamojskiego” z 1929 roku. Pan dyrektor nie miał kopii tego ogłoszenia, a archiwalny numer gazety przeglądał w bibliotece Muzeum Zamojskiego. Ponieważ Biblioteka Narodowa nie posiadała tego rocznika „Słowa Zamojskiego”, napisałam maila do Muzeum Zamojskiego i po kilku dniach byłam szczęśliwą posiadaczką skanów poszukiwanej gazety. 
I oto w niedzielę, 10 listopada 1929 roku w "Słowie Zamojskim" na str. 6, ukazało się następujące ogłoszenie:  "Do sprzedania. 100-letni "Guarnerius" skrzypce orkiestrowe w b. dobrym stanie. Wiadomość w administracji "Słowa Zamojskiego" 

"Słowo Zamojskie" Nr 5 z dn. 10 listopada 1929 r
Biblioteka Muzeum Zamojskiego w Zamościu
Niestety, nie zachowała się dokumentacja redakcji „Słowa Zamojskiego”, dlatego tak na 100%  nie mogę potwierdzić, że to Ludwik Bayer dał ogłoszenie do gazety. Z drugiej jednak strony, ile takich skrzypiec mogło być w posiadaniu mieszkańców Zamościa.
Zainteresowałam się natomiast rodzajem instrumentu i już po przeczytaniu pierwszego artykułu o skrzypcach Guarnerius, pojawił się kolejny problem. Gdyby to były tej klasy skrzypce, to w roku sprzedaży miałyby prawie 200 lat, a nie 100 jak podano w ogłoszeniu. Pytanie, czy to dziadek Ludwik nie miał świadomości ile lat mają skrzypce, czy też nie był to Guarnerius, pozostaje do dziś bez odpowiedzi. 
Zwróciłam się jeszcze z pytaniem do Polskiego Związku Lutników, czy na podstawie zdjęć będą w stanie określić rodzaj skrzypiec: Guarnerius, a może wysokiej klasy instrument wzorowany tylko na Guarneriusach, a pochodzący z jednego z czeskich warsztatów lutniczych. Ale odpowiedź była odmowna. Poradzili mi, żebym przyniosła instrument, to go obejrzą i wydadzą opinię.
Bardzo chętnie przyniosłabym im skrzypce. Gdybym je tylko miała!

Rok później, w  maju 2009 roku, nabyłam w księgarni Domu Spotkań z Historią w Warszawie nowe, dwutomowe wydanie dzienników dr Zygmunta  Klukowskiego (lekarza pracującego w szpitalu w Szczebrzeszynie) : "Zamojszczyzna: Tom I 1918 - 1943; Tom II 1944 - 1954"


Czytałam „Zamojszczyznę…” nastawiając się na wyszukiwanie informacji o działalności Armii Krajowej w tym regionie, gdyż do jednego z tamtejszych oddziałów AK należał najstarszy brat mojego taty – Stanisław Bayer. Toteż z ogromnym zaskoczeniem przeczytałam notatkę dr. Klukowskiego z dnia 30 maja 1943 r.:
"Słyszymy coraz częstsze opowiadania o Niemcach, o ich strachu przed napadami i niedwuznacznym zachwianiu wiary w zwycięstwo. Między innymi osławiony gestapowiec Mazuryk w Zamościu tez czuje się coraz bardziej niepewnie. Ostatnio przywiózł do Zwierzyńca jakieś wyjątkowo cenne skrzypce i prosił swego dawnego nauczyciela Splewińskiego o przechowanie ich. Mówił przy tym, że nie wierzy już, aby sam mógł wyjść cało i chciałby choć te skrzypce przekazać synowi."

Dr Zygmunt Klukowski wspomina tutaj Bolesława Mazuryka, tłumacza zamojskiego gestapo, znanego w Zamościu i okolicach. Bolesław Mazuryk (przed wojną – Mazurek) w latach 30-tych XX wieku był nauczycielem muzyki w Szkole Powszechnej Nr 2 w Zamościu-Nowej Osadzie (uczył mojego ojca) oraz w zamojskim Gimnazjum Handlowym. Prowadził też w Zamościu zespół mandolinistów, a także udzielał prywatnych lekcji muzyki.

Dziadek Ludwik Bayer przyjaźnił się z Bolesławem Mazurkiem i jak wspominał mój ojciec - "była to znajomość z kręgu muzycznych znajomych mojego ojca". Bardzo prawdopodobnym jest więc, że to właśnie Bolesław Mazuryk kupił skrzypce Guarnerius od mojego dziadka Ludwika.

Dużo wcześniej, jeszcze zanim znalazłam informację w „Dziennikach” dr Klukowskiego, tata mój kilkakrotnie opowiadał mi taką historię: 
"W czasie okupacji hitlerowskiej wujek Kazik (Kazimierz Bayer s. Ludwika - przyrodni brat mojego ojca mieszkający w Chełmie), przyjechał w odwiedziny do nas, do Zamościa. Przypadkowo na ulicy spotkał gestapowca Mazurka, dawnego znajomego naszego ojca Ludwika; Mazurek był w pełnym, hitlerowskim umundurowaniu. Kazimierz przyszedł do domu bardzo zdenerwowany, ponieważ Mazurek witał się z nim serdecznie, przez podanie ręki, i miał ochotę na dłuższą pogawędkę, zapraszał do siebie do domu. Gdyby to zauważył ktoś ze znajomych, działających w podziemiu, Kazik mógłby mieć kłopoty."

Ojciec mój jednoznacznie negatywnie oceniał Bolesława Mazuryka. Tymczasem czytając publikacje poświęcone okresowi okupacji hitlerowskiej w Zamościu, znajdowałam o nim różne opinie.  Najlepiej podsumował je, nieżyjący już niestety, regionalista zamojski - p. Krzysztof Czubara w swoim artykule „Polacy w służbie w Gestapo”, opublikowanym w Tygodniku Zamojskim 6 sierpnia 2003 roku. Fragment poświęcony Bolesławowi Mazurykowi pozwolę sobie zacytować tu w całości:
„Najbardziej kontrowersyjną postacią w zamojskim gestapo był tłumacz Bolesław Mazuryk, przed wojną nauczyciel muzyki w Gimnazjum Handlowym i Szkole Podstawowej Nr 7. Spór na temat jego roli w służbie niemieckiej trwał jeszcze długo po wojnie. Jedni uznawali go za renegata i oprawcę, a inni za wybawcę i samarytanina.
Jan Grygiel, szef wywiadu w Zamojskim Inspektoracie AK, wspomina, że Mazuryk odmówił współpracy z jednym z członków podziemia, ale jednocześnie podaje przykłady jego patriotycznej postawy. Według Grygla, Mazuryk uratował od wywiezienia do obozu aresztowanego w 1943 r. Jerzego Karlińskiego „Miraxa” i zapobiegł aresztowaniu dr Konstantego Łastowieckiego, niszcząc dostarczony do gestapo anonim. Skądinąd wiadomo, że pomógł Jadwidze Leczyckiej, sekretarce sądowej, łączniczce wywiadu akowskiego i oficerowi kontrwywiadu AK. Uwolnił ją z aresztu. Uratował też od śmierci na Rotundzie plut. Franciszka Borka z Hajownik. Aresztowano go za pomoc zbiegłemu jeńcowi sowieckiemu. Kiedy jedna z córek Borka prosiła gestapowców o darowanie ojcu życia, Mazuryk obiecał „nie płacz dziecko, twój ojciec wróci do domu”. I dotrzymał słowa. Po rocznym pobycie w więzieniu jej ojciec został zwolniony.
W 1943 roku Mazuryka przeniesiono do Chełma. Tam został aresztowany za udzielanie pomocy więźniom i osadzony na Zamku w Lublinie. "Opuścił Zamek w transporcie więźniów 20 lipca 1944 roku. Opowiadano później, że uciekł z kolumny ewakuacyjnej.” – wspomina więzień lubelskiego Zamku Konrad Abraszewski z Zamościa.
Opowieść o Mazuryku nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o jego związkach z Abwehrą i Oddziałem II Sztabu Generalnego WP. Wiele wskazuje na to, że ten nauczyciel muzyki, a później  tłumacz, był agentem polskiego wywiadu.”

Nie znam dalszych losów Bolesława Mazuryka i jego rodziny. Wiem tylko, że on sam przeżył wojnę, ponieważ w latach 60-tych XX wieku zeznawał przed Okręgową Komisją d/s Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie, na procesie w/s gestapo w Zamościu. Dzięki jego zeznaniom było możliwe odtworzenie składu osobowego zamojskiej placówki i postawienie przed sądem kilku z zamojskich gestapowców.  Nie wiem jednak, czy wrócił na Zamojszczyznę i czy odebrał skrzypce od prof. Splewińskiego ze Zwierzyńca.

Próbowałam jeszcze dotrzeć do rodziny prof. Splewińskiego, w nadziei, że może oni będą pamiętać historię cennych skrzypiec. W książce "Encyklopedia ludzi Zamościa" Andrzeja Kędziory (obecnie Zamosciopedia.pl) znalazłam podstawowe informacje o Stanisławie i Wacławie Splewińskich (ojciec i syn) - muzykach, skrzypkach mieszkających w Zwierzyńcu. Z ich biogramów wynikało, że po II Wojnie Światowej przenieśli się z Zamojszczyzny do Bydgoszczy. Szukając informacji o nich, dotarłam do artykułu p. Eleonory Sienkiewicz-Bloch: "Sylwetki długoletnich dyrektorów szkół muzycznych w Bydgoszczy: Helena Stefania Sempołowicz i Wacław Splewiński". Z lektury tego artykułu wynikało, że prof. Wacław Splewiński (zmarły w 1974 r) był ostatnim przedstawicielem tej gałęzi rodziny Splewińskich oraz że autorka posiada liczne materiały archiwalne dotyczące prof. Splewińskiego. Za pośrednictwem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy nawiązałam kontakt z p. Eleonorą i przedstawiłam jej historię skrzypiec mojego pradziadka. Otrzymałam przemiłą odpowiedź, z której jednak wynikało, że pomimo przeprowadzonych rozmów z osobami, które pamiętały prof. Splewińskiego, a także sprawdzenia pamiętnika profesora, w którym opisał on okres pobytu rodziny na Zamojszczyźnie, nie udało się p. Eleonorze Sienkiewicz-Bloch, znaleźć żadnej informacji, czy wzmianki o cennych skrzypcach, które profesor dostał na przechowanie.

W taki oto sposób, bez happy endu, zakończyłam poszukiwania skrzypiec mojego pradziadka.
Pomimo wszystko: pomimo braku jakiegokolwiek ich powojennego śladu, pomimo obawy, że skrzypce zaginęły lub uległy zniszczeniu w czasie działań wojennych latem 1944 roku, wciąż mam nadzieję, że gdzieś istnieją.
Mam też  nadzieję, że kiedyś odezwie się do mnie ktoś, kto będzie znał ich dalsze dzieje.

Monika Bayer-Smykowska



Bibliografia:
Księga Adresowa Lwowa na rok 1902 - Wielkopolska BC
Księgi Adresowe Lwowa na rok 1910 i 1913 - Śląska BC
Kurier Lwowski Nr 289 wyd. wieczorne z dn. 21.06.1917 r.: http://anno.onb.ac.at/
Klukowski Zygmunt, Zamojszczyzna: Tom I 1918 - 1943; Tom II 1944 – 1954, Warszawa 2007
Kędziora Andrzej, Encyklopedia Miasta Zamościa, Chełm 2000
Kędziora Andrzej, Encyklopedia Ludzi Zamościa, Zamość 2007
Kędziora Andrzej,  http://www.zamosciopedia.pl/   dostęp 8.07.2019
„Rodzina Kwiatkowskich” [W mistrzowskim cyklu Roberta Horbaczewskiego] - Kronika Tygodnia z 27.12.2016 r 
https://www.kronikatygodnia.pl/- dostęp 12.07.2019
Oleszek Tadeusz "Mój udział w konspiracji i walkach partyzanckich w Obwodzie Zamojskim" [w:] Okruchy wspomnień z AK R. 9 Nr 33
Radziejewski Krzysztof "Kontrwywiadowcza charakterystyka Zamościa w 1956 r." [w:] Archiwariusz Zamojski 2010
Sienkiewicz-Bloch Eleonora: Sylwetki długoletnich dyrektorów szkół muzycznych w Bydgoszczy, s. 73–100 [w:] Twórcy i animatorzy muzyki na Pomorzu i Kujawach. Zeszyty Naukowe Akademii Muzycznej, nr 16. Bydgoszcz, 2002
Tygodnik Zamojski z dn. 6.08.2003 r.
Zeszyty Majdanka, Tom 5, 1971 r.