poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Wielkanoc A.D. 1918



Poniedziałek Wielkanocny 2018
Korzystając z wolnego dnia, pełnej lodówki (obiadu dla rodziny nie trzeba szykować) oraz nie sprzyjającej pieszym wycieczkom pogody, po raz kolejny i z przyjemnością zajrzałam do albumu mojego dziadka Ludwika Bayera. Dziś szukałam w nim wielkanocnych pocztówek sprzed równo 100 lat.

Wielkanoc 1918 roku przypadała w niedzielę 31 marca, a Poniedziałek Wielkanocny 1 kwietnia, prawie tak samo jak w bieżącym roku. Dziadek Ludwik w tamtym czasie mieszkał już w Zamościu, dokąd został służbowo przeniesiony w połowie 1916 roku. Przed wojną był urzędnikiem skarbowym we Lwowie i to wykorzystały austriackie władze wojskowe. Po zwolnieniu go ze służby frontowej w Karyntii, dziadek otrzymał polecenie udania się do Zamościa i podjęcia pracy w Wydziale Finansowym przy CK. Komendzie Obwodowej w Zamościu (późniejszy Urząd Skarbowy). Do Zamościa więc rodzina i znajomi słali świąteczne życzenia


Od siostrzenic: Marii i Jadwigi Dostalówien ze Lwowa
Maria i Jadwiga Dostal były córkami siostry Ludwika - Heleny Bayer z jej pierwszego małżeństwa z  Wiktorem Dostalem.


Od Kamili Wróblewskiej

W albumie jest kilka pocztówek od Kamili Wróblewskiej. Na niektórych podpisała się jako "Ciotka Kamila". Jakie to było pokrewieństwo, nie udało mi się jeszcze odkryć.








Od rodziny Bieleckich ze Szczebrzeszyna.
Rodzina Bieleckich była spokrewniona z żoną dziadka - Anielą z Dybków.


Od rodziny Medalów ze Lwowa
Od kolegi Edka.

Kartka z życzeniami od kolegi dziadka - Edka. Ręcznie zrobiona , z zasuszonymi szarotkami. Musiała być przysłana w kopercie, niestety koperta nie zachowała się i nie wiem skąd została wysłana. 

Od znajomych Polaków z Seebach w Karyntii.
Na kartce przysłanej z Seebach widnieje reprodukcja obrazu "Wypędzona".

A to rewers pierwszej kartki, pokazanej tu przeze mnie, która przywędrowała do Zamościa z Radomia
Od rodziny Falkowskich z Radomia
Sądząc po stemplu na tej świątecznej kartce, została przysłana przez dawnego znajomego ze Lwowa, również urzędnika finansowego, czasowo oddelegowanego do pracy w Radomiu.

I tak mijała Wielkanoc 1918 roku, a znajomi dziadka Ludwika, przebywając z dala od Lwowa, zastanawiali się, kiedy wreszcie zakończy się wojna i kiedy będą mogli wrócić do rodzinnego miasta.

środa, 28 marca 2018

Poraż k/Sanoka i Wawrzyniec Paszkiewicz

Widok na Poraż od północnego wschodu, ze zbocza Księżej Góry.
Fot. Monika Bayer-Smykowska - lipiec 2017

Mój tekst o Porażu zaczęłam pisać blisko półtora miesiąca temu. Kiedy był już prawie ukończony, wpadło mi do głowy, że powinnam sprawdzić jeszcze w katalogu Biblioteki Narodowej, co znajduje się w ich księgozbiorze nt. tej miejscowości, tak dla spokoju sumienia. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że są trzy publikacje dotyczące Poraża: znana mi już wcześniej monografia „Poraż: zarys monograficzny” Elżbiety Kokoszki, nauczycielki historii w poraskiej szkole, ale także  „Dzieje i czasy współczesne Poraża” Edwarda Bańczaka oraz „Dziedzictwo kulturowe Poraża” wydane w 2003 roku przez Stowarzyszenie Promocji Kultury i Tradycji "Nasz Poraż". Po pobieżnym zapoznaniu się z publikacjami w bibliotece doszłam do wniosku, że materiały tam zawarte są na tyle interesujące, iż warto rozszerzyć mój tekst i podzielić go na dwie części - czyli praktycznie opracować go na nowo. Jak słusznie zauważyła koleżanka Małgosia Blewąska, problemem bywa również nadmiar źródeł do wykorzystania. Tymczasem czas mi się skurczył, gdyż nadszedł termin lutowego spotkania TGCP w Łodzi i mój dwudniowy tam pobyt. A po powrocie z Łodzi nastąpiły przygotowania do ogólnopolskiego spotkania genealogów w Warszawie czyli „XV Urodzin Genpolu”, które odbyło się w sobotę 3 marca. Po spotkaniu zmogła mnie grypa, wyłączając na ponad dwa tygodnie z jakiejkolwiek działalności. O wyjściu do biblioteki nie miałam co marzyć. Dopiero w ostatnich dniach nadrabiałam zaległości w czytaniu i pisaniu.
Widok na Poraż od południa.
Na horyzoncie widoczne wzniesienie Księżej Góry, otaczające Poraż od północy.
Fot. Monika Bayer-Smykowska - lipiec 2017
Poraż to niewielka miejscowość położona na Pogórzu Bukowskim, w dolinie potoku - dopływu Osławy. Administracyjnie należy do gminy Zagórz, powiatu sanockiego w woj. podkarpackim. Wzmiankowana była już w XIV wieku, a na przestrzeni lat należała do rodów Tarnawskich, Kmitów, Stadnickich, Łempickich oraz Krasickich. Parafia w Porażu istniała od połowy XV wieku, a obecny kościół, wybudowany w 1783 roku, jest najprawdopodobniej trzecią świątynią istniejącą w tym miejscu. Pierwsze dwa kościoły były drewniane: najstarszy wzmiankowany w archiwalnych dokumentach był pw. św. Doroty, kolejny pw. św. Trójcy - ufundowany został w 1530 roku przez Krzysztofa Tarnawskiego. W XVII wieku patronem kościoła był św. Bartłomiej. Tutejsza parafia obejmowała wówczas swym zasięgiem szereg okolicznych wsi: Czaszyn, Brzozowiec, Łukowe, Tarnawę Górną i Dolną, Morochów, Olchowę, Zawadkę, posiadała też kaplicę filialną w Zagórzu, gdzie odrębna parafia rzymsko-katolicka powstała dopiero w 1750 roku. Współcześnie do parafii, oprócz Poraża,  należą już tylko Morochów i Mokre. Obecny murowany kościół w Porażu pw. MB Gromnicznej został oddany do użytku w 1783 roku, a konsekrowany 70 lat później w roku 1853 przez biskupa Ksawerego Wierzchlewskiego. 

Kościół pw. MB Gromnicznej w Porażu
Fot. Monika Bayer-Smykowska - lipiec 2017

Jednonawowa, barokowa świątynia położona jest na zboczu wzgórza, od południa otaczającego miejscowość. Charakteryzuje ją dość skromna bryła oraz dwuspadowy dach zwieńczony wysoką sygnaturką. Dach pierwotnie kryty był gontem, który w 1901 roku zmieniono na ocynkowaną blachę. Moim zdaniem przez tę zmianę świątynia straciła na wyglądzie. We wnętrzu zwracają uwagę malowidła ornamentowe autorstwa Macieja Kuczyńskiego z Krakowa wykonane w 1954 r, które przykryły wiekową polichromię, zniszczoną przez czas. Jest tu też drewniana ambona w stylu późnobarokowym zdobiona rokokowymi ornamentami z końca XVIII wieku oraz równie wiekowa kamienna chrzcielnica, częściowo wmurowana w ścianę prezbiterium. W ołtarzu głównym znajdują się drewniane figury świętych Piotra i Pawła z 1777 roku. 

Nawa i prezbiterium kościoła w Porażu.
Fot. Monika Bayer-Smykowska - lipiec 2017
Przed kościołem od strony północnej znajduje się murowana dzwonnica na trzy dzwony, wybudowana w tym samym czasie co kościół. Znajdujące się tu dzwony: Maria, Edward i Anna, zostały ufundowane przez parafian w 1969 roku, a wykonane przez firmę Jana Felczyńskiego z Przemyśla. Z zabytkowych XVIII-wiecznych dzwonów pozostał tylko dzwonek-sygnaturka z 1739 roku, pozostałe zostały zrabowane w okresie okupacji hitlerowskiej.
W archiwum parafialnym przechowywane są księgi metrykalne od 1787 roku, jest też kilka innych ciekawych dokumentów m.in. dokument konsekracji kościoła z 1853 roku, a także kronika parafialna. Po wschodniej stronie kościoła na zboczu wzgórza, znajduje się dawny cmentarz z kilkunastoma, starymi nagrobkami z początku XX wieku.
Zdjęcia kościoła i starego cmentarza w Porażu można obejrzeć w moim albumie - PORAŻ
Stary cmentarz w Porażu.
Fot. Monika Bayer-Smykowska - lipiec 2017
Jak to zwykle bywa wśród genealogicznej braci, jednego dnia ja komuś pomogę, innego - ktoś pomoże mnie. Tak też było z uzyskaniem przeze mnie dostępu do ksiąg metrykalnych z parafii w Porażu. Krysia, której pomagałam, skontaktowała mnie najpierw z Olą z Wrocławia, a ona z p. Elą, która miała rodzinne związki z Sanokiem. Pani Ela potrzebowała pomocy z przeglądaniem mikrofilmów u Mormonów, czego mogłam się podjąć mieszkając w Warszawie, a w ramach rewanżu zaoferowała wyprawę do kancelarii parafialnej w Porażu. Dzięki pomocy p. Eli dostałam do swojego prywatnego użytku zdjęcia poraskich ksiąg metrykalnych z interesujących mnie lat. Pani Elu, gdziekolwiek Pani teraz jest – ponownie serdecznie dziękuję za poświęcony czas i wykonane zdjęcia!
Księga Chrztów parafii w Porażu.
Archiwum rzym-kat parafii w Porażu.
Parafia w Porażu interesowała mnie ze względu na osobę Wawrzyńca Paszkiewicza, który jak zapisano w metryce jego ślubu z Marianną Bayerówną (siostrą mojego praprapradziada Dominika) z dnia 8 listopada 1831 roku w parafii w Dukli, był młynarzem w Porażu. Młynarzem w tej samej miejscowości miał być również ojciec Wawrzyńca – Kazimierz Paszkiewicz. Wg wspomnianej metryki ślubu Wawrzyniec miał wówczas 31 lat, czyli urodził się ok. roku 1800. Ze względu na zapis zawodu Wawrzyńca w metryce ślubu założyłam, że już jako małżonkowie Marianna i Wawrzyniec Paszkiewiczowie w następnych latach po ślubie mieszkali w Porażu i tam rodziły się ich dzieci. Założenie wydawało mi się całkowicie słuszne, ponieważ po dziś dzień w tej miejscowości mieszkają rodziny noszące to nazwisko. Jak podaje pan Edward Bańczak, w opracowanych przez siebie danych dotyczących mieszkańców Poraża, w 2000 roku mieszkało tutaj 26 osób noszących nazwisko Paszkiewicz. Jakże się jednak myliłam ....
Przygotowując tekst o parafii w Porażu sięgnęłam ponownie do zdjęć ksiąg metrykalnych oraz do moich notatek sprzed 9 lat. Jak to dobrze, że założyłam wówczas oddzielny zeszyt na zapiski dotyczące metryk z Poraża. Miałam teraz przed sobą wyszukane wiele lat temu informacje, nie wymieszane z innymi tematami, parafiami czy rodzinami.
Od pierwszych kart księgi chrztów z 1787 roku nazwisko Paszkiewicz występuje licznie w księgach zarówno wśród rodziców chrzczonych dzieci jak i wśród rodziców chrzestnych. Mało tego! Równocześnie żyje dwóch Kazimierzów Paszkiewiczów, którym naprzemiennie rodzą się dzieci w tej parafii. Szczęśliwie w metrykach są też zapisane imiona i nazwiska panieńskie matek dzieci, w związku z czym łatwo dało się wyodrębnić rodzinę mojego Kazimierza, żonatego z Zofią. W wypisie z księgi małżeństw parafii w Dukli nazwisko Zofii zapisano jako Michniewicz. W poraskich księgach metrykalnych nazwisko panieńskie Zofii zapisywano jako Myckiewicz/Mickiewicz. Być może zapis w dukielskiej księdze był mało wyraźny i trudny do odczytania.
Księga chrztów parafii w Porażu:
21.02.1788 Nr domus 32 – Mathias f. Casimirus Paszkowic et Sophia Myckiewiczowa
10.10.1790 Nr domus 32 – Andreas f. Casimirus Paszkowicz et Sophia Myckiewiczowa
04.07.1792 Nr domus 32 – Marianna f. Casimirus Paszkowicz et Sophia Myrkiewiczowa
12.09.1795 Nr domus 4 – Thecla f. Casimirus Paszkowicz et Sophia
18.08.1800 Nr domus 32 – Laurenty f. Casimirus Paszkiewicz et Sophia Mickiewiczowa
12.09.1803 Nr domus 32 – Michael f. Casimirus Paskiewicz et Sophia Mickiewiczowa
Zapis chrztu Wawrzyńca Paszkiewicza - 18 sierpień 1800 r.
Archiwum rzym-kat. parafii w Porażu.
Księga zgonów parafii w Porażu:
06.09.1791 Nr domus 32 Andreas f. Casimiri Sophiae Paszkiewicz – 9 miesięcy
-- .09.1795 Nr domus 32 Thecla Paszkiewiczowa – 3 tygodnie
19.05.1804 Nr domus 32 Michael Paszkiewicz – 4 lata
I to wszystko. Nie ma nic więcej.
Z niedowierzaniem patrzyłam na moje notatki z 2009 roku. Skąd mi się w takim razie wzięło przekonanie, że Marianna z Bayerów i Wawrzyniec Paszkiewiczowie mieszkali po ślubie w Porażu? Ponownie przejrzałam zdjęcia ksiąg, zwracając uwagę również na numery domów. Jednak po 8 listopada 1831 roku, kiedy to Wawrzyniec Paszkiewicz poślubił w Dukli Mariannę Bayerównę, nie znalazłam żadnego zapisu dotyczącego tego małżeństwa. Co więcej - w Księdze Zapowiedzi z lat 1828-1832 nie ma odnotowanych zapowiedzi przedślubnych Wawrzyńca, a przecież skoro miał być w tym czasie młynarzem w Porażu, to tu powinny być głoszone też zapowiedzi – w parafii narzeczonego.
Wiadomo jedno – musieli mieszkać gdzieś w okolicy, skoro dwa lata po ślubie (7 listopada 1833 roku), Marianna z Bayerów Paszkiewiczowa została matką chrzestną swojej bratanicy Katarzyny Bayer, a chrzest miał miejsce w Dukli.
Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to zamówić jednak w Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu skany metryk z Dukli (odpłatna kwerenda wykonywana przez zewnętrzną firmę) i przekonać się osobiście jakie informacje zapisano w tych metrykach. Być może przy robieniu wypisów z ksiąg znajdujących się w archiwum parafialnym w Dukli, zostało źle odczytane nie tylko nazwisko Zofii, matki Wawrzyńca, ale i nazwa miejscowości, w której on mieszkał.
Ech … niby to tylko boczna linia, ale czy musieli się schować?
Gdyby tak można było pojeździć po Podkarpaciu od parafii do parafii i szukać, szukać, szukać….  Marzenia …..

Bibliografia:
Edward Bańczak „Dzieje i czasy współczesne Poraża” Stalowa Wola 2000
Elżbieta Kokoszka "Poraż: zarys monograficzny" Krosno 2003
"Dziedzictwo kulturowe Poraża" Krosno 2003
"Katalog Zabytków Sztuki. Lesko, Sanok, Ustrzyki Dolne i okolice" pod red. Ewy Śnieżyńskiej-Stolotowej i Franciszka Stolota IS PAN W-wa 1982

czwartek, 8 lutego 2018

Śladami Bayerów - Uherce k/Leska

Uherce Mineralne - kościół pw. św. Stanisława Biskupa - 2014 r
Fot. Monika Bayer-Smykowska 
Uherce to nieduża miejscowość położona na pograniczu Pogórza Przemyskiego i Bieszczad, w dolinie rzeki Olszanka wpadającej w pobliżu do Sanu. Znajduje się przy trakcie prowadzącym od zachodu z Sanoka i Leska na wschód do Ustrzyk Dolnych i Dobromila, a dalej do Lwowa oraz odchodzącej tu od niego drodze, prowadzącej na południe ku wysokim Bieszczadom.
Ozdobą Uherzec jest barokowy kościół parafialny pw. Św. Stanisława Biskupa. Parafię rzymsko-katolicką ufundował w 1745 roku Józef Malicki podskarbi, a następnie podczaszy i kasztelan sanocki. Przeznaczył na ten cel plac położony w pobliżu dworu, w środku wsi. Dopiero cztery lata później 4 czerwca 1749 roku zatwierdzona została fundacja Malickiego i do nowej parafii weszły: Bereźnica Niżna, Brylików, Bóbrka, Myczkowce, Olszanica, Orelec, Rudenka, Serednica, Stefkowa, Wańkowa i Zwierzeń, odłączone od parafii w Lesku.
W latach 1754-57 wybudowano tu murowany kościół z wolno stojącą dzwonnicą, ufundowany przez ks. Jakuba Jaworskiego proboszcza leskiego. (1)
Karol Auer - Widok Uherec w obwodzie Sanockim. Ok. 1837
Źródło: ArtInfo (2)
Kościół otoczony jest murem obronnym z otworami strzelniczymi z tego samego okresu. Jest to jeden z dwóch tego typu obiektów w Polsce. Budowniczym kościoła i stojącej oddzielnie dzwonnicy był architekt śląski Gotfryd Hoffman, który nadał tym budowlom cechy późnobarokowej architektury śląskiej. Wewnątrz zachowało się oryginalne XVIII-wieczne wyposażenie, późnobarokowe z ornamentami rokokowymi. Polichromia została namalowana na przełomie XVIII i XIX wieku przez Antoniego Stroińskiego, a przemalowana w 1901 roku przez Jana Tabińskiego. Wokół kościoła, w obrębie muru obronnego, znajduje się cmentarz, na którym zachowało się kilkanaście nagrobków miejscowych proboszczów oraz właścicieli ziemskich okolicznych wsi z XIX w. (1)
Kościół w Uhercach w 1914 roku.
Źródło - Fotopan.hu (3)
W archiwum parafialnym w Uhercach zachowały się księgi metrykalne. Niestety nie wiem jakie i z jakich lat, ponieważ w Katalogu Zabytków Sztuki „Lesko, Sanok, Ustrzyki Dolne i okolice” wydanym w 1982 roku przez Instytut Sztuki PAN w Warszawie, występuje błąd drukarski - brak jednego wersu. Akurat tego z podanym zakresem roczników. W Archiwum Państwowym w Rzeszowie przechowywana jest Księga Małżeństw tej parafii obejmująca lata 1784 – 1837 i to ona została zmikrofilmowana przez Mormonów. Jest dostępna na mikrofilmie: mf 765860 Item 9
Miałam niebywałe szczęście, że moi przodkowie pobrali się akurat w Uhercach i w latach, które objęły zapisy przechowywanej w archiwum państwowym Księgi Małżeństw. Większość ksiąg metrykalnych z parafii rzymsko-katolickich z tego rejonu, z lat do połowy XIX wieku, znajduje się albo w archiwach parafialnych albo w Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu. Jedne i drugie archiwa są trudno dostępne. Dzięki mormońskim mikrofilmom otrzymałam informację, że w kościele parafialnym pw. św. Stanisława Biskupa w Uhercach k/Leska 21 lutego 1830 roku pobrali się Agnieszka Urban córka Bartłomieja młynarza z Olszanicy z Dominikiem Bayerem – młynarzem w Dukli.
Zapis ślubu moich praprapradziadków
Agnieszki Urban i Dominika Bajera (4)
Lubię odwiedzać miejsca, z którymi związani byli moi przodkowie. Toteż kiedy w lipcu 2014 roku pojechałam na kilka dni do archiwum państwowego w Sanoku, pomyślałam o wycieczce do Uherzec. Bezpośrednio po powrocie z Sanoka pisałam tak o tej wyprawie:
(…) Jak wilka ciągnie do lasu tak Bayerównę de domo ciągnęło do Uherzec. Po sprawdzeniu rozkładu jazdy PKS okazało się, że nie tylko zdążę pojechać tam i wrócić do Sanoka, ale również będę miała czas na przejście szlakiem turystycznym z Uherzec przez Wysoki Garb do Olszanicy. Dwa w jednym: i przodkowie i wędrówka po górach, w których nie byłam od 10 lat. Idąc rano do archiwum zapakowałam więc do plecaka obok laptopa również adidasy i skarpetki, żeby jednak w sandałkach po górach nie wędrować. Po wyjściu z archiwum niebo było zachmurzone i lekko kropiło, ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi! Ziemia Sanocka do Bayerów należy, więc ruszyłam w drogę!
Trasa z Sanoka przez Zagórz i Lesko do Uherzec przebiega malowniczo. Autobus jedzie drogą, która za Zagórzem przecina dolinę Osławy, następnie serpentynami wspina się na wzgórze, by dalej ostro w dół sprowadzić w dolinę Sanu. Następnie zdobywa wzniesienie, na którym znajdują się zabudowania miasta Leska, przejeżdża tuż obok zamku Kmitów i po kilku kilometrach drogi prowadzącej w poprzek grzbietu Czulni, zjeżdża do doliny Olszanicy, w której leżą Uherce.
Sama miejscowość wraz z kościołem znajduje się ok. pół kilometra od głównej szosy z Sanoka do Ustrzyk Dolnych. Z daleka widać było jasną bryłę kościoła oraz dzwonnicę przykrytą baniastym hełmem. Kościół otoczony jest murem obronnym z otworami strzelniczymi, w obrębie którego utworzono małe lapidarium. Właśnie trwała msza pogrzebowa, czekałam na jej zakończenie oglądając stare nagrobki. 
Jeden z nagrobków na przykościelnym cmentarzu w Uhercach
Fot. Monika Bayer-Smykowska
Tymczasem niebo zachmurzyło się całkiem, a pomruki w czarnych chmurach zwiastowały burzę. Zanim zdążyłam się rozejrzeć za jakimś daszkiem lunęło i nie mając innego wyjścia schroniłam się w przedsionku kościoła. Ulewa była potężna, strugi wody zalewały posadzkę przedsionka. Kiedy burza oddaliła się, a kondukt pogrzebowy podążył na miejscowy cmentarz, weszłam do wnętrza kościoła. Od czasu kiedy w 1830 roku brali tutaj ślub moi pra...dziadkowie niewiele się zmieniło. Kościół nadal posiada jednolity barokowy wystrój, pełen złoceń i pucołowatych amorków oraz piękną polichromię. Tylko ołtarz główny był zasłonięty ze względu na trwającą właśnie renowację. Chwilę porozmawiałam z panem kościelnym i poszłam zobaczyć dwór obronny znajdujący się na tyłach kościoła, a właściwie to co z niego zostało. Drogami i dróżkami płynęły potoki wody, nie miała już sensu wędrówka szlakiem do Olszanicy. Moje letnie, ażurowe buty zrobiły się wilgotne i jakieś dziwnie duże. Pomyślałam jeszcze o wizycie na miejscowym cmentarzu, ale zbliżające się ołowiane chmury zwiastowały kolejną burzę. Lunęło, kiedy dotarłam na przystanek PKSu. W strugach padającego deszczu wsiadałam do autobusu …”
Relację z całego mojego pobytu w Sanoku w 2014 roku można przeczytać na stronie Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski TUTAJ
Więcej zdjęć zrobionych wówczas w Uhercach można obejrzeć tu: ALBUM

Po tej wycieczce przed ponad 3 laty pozostał niedosyt. Nie zobaczyłam ołtarza głównego w kościele w Uhercach, przed którym ślubowali Agnieszka i Dominik Bayerowie. Nie byłam na uhereckim cmentarzu parafialnym, ani w Olszanicy, skąd pochodzili Urbanowie. Być może latem tego roku wybiorę się ponownie do archiwum w Sanoku. Muszę znaleźć wówczas czas, żeby powtórzyć wyprawę. Oby pogoda była lepsza.

Przypisy:
1.Historia parafii i kościoła napisana na podstawie:
- "Katalog Zabytków Sztuki „Lesko, Sanok, Ustrzyki Dolne i okolice” IS PAN Warszawa 1982
-„Przewodnik Bieszczady dla prawdziwego turysty”Of.Wyd. Rewasz 2004
2. Portal aukcyjny ArtInfo.pl
3. Cyfrowe archiwum fotografii fortepan.hu
4. FS Parafia Uherce, Lesko, Małżeństwa 1784-1837 mf 765860 Item 9

niedziela, 14 stycznia 2018

Bayerowie z Dukli

Rudolf del Alt „ Panorama Dukli od północy” 1842r
Źródło: "Gmina Dukla - dawniej i dziś" na FB (1)
Dukla to nieduże miasto położone w południowo-wschodniej Polsce, u podnóża Beskidu Niskiego, przy trakcie od wieków prowadzącym na południe, w kierunku Węgier.
O tym, że moi przodkowie w pierwszej połowie XIX wieku mieszkali przez pewien czas w tej miejscowości, wiedział mój ojciec i to on w 2002 roku zainicjował korespondencję z dukielskimi urzędami, poszukując ksiąg metrykalnych z tamtego okresu. W pierwszej kolejności zwrócił się listownie do archiwum parafialnego, skąd otrzymał odpowiedź, że takich ksiąg nie ma, a następnie do dukielskiego USC, gdzie księgi były ale młodsze: od 1837 roku Małżeństwa oraz od 1857 roku Chrzty. W takiej sytuacji zadzwoniłam do Archiwum Archidiecezjalnego w Przemyślu, gdzie rozmawiałam ze znanym wielu genealogom X. Dyrektorem. Dowiedziałam się, że w archiwum są księgi metrykalne z Dukli od 1826 roku, ale roczniki 1826-1852 są w złym stanie zachowania i nie są udostępniane do kwerend. Na moją uwagę, że poza AA nigdzie ksiąg z tych lat nie ma, X. Dyrektor roześmiał się i powiedział: „Ależ są w parafii, na pewno”. W tym momencie otrzymaliśmy z tatą sprzeczne informacje i nie wiedzieliśmy w końcu, czy zachowały się dukielskie księgi metrykalne z pierwszych 30 lat XIX wieku. Wydawało się nam, że nie znajdziemy śladów naszych przodków w Dukli.
Równocześnie z poszukiwaniem dukielskich metrykaliów, szukałam też literatury nt. tej miejscowości i w bibliografii jednego z przewodników po Beskidzie Niskim znalazłam "Monografię Dukli" Emmanuela Swieykowskiego wydaną w pierwszych latach XX wieku. Odkryłam, że w 1997 roku został wydany reprint pierwszego wydania nakładem Miasta i Gminy Dukla. Udało mi się kupić tę książkę w tamtejszym Muzeum Historycznym, kiedy pojechałam turystycznie do Dukli w lipcu 2003 roku. W Monografii Swieykowskiego znalazłam ciekawe informacje. W rozdziale II „Dzieje Dukli od początków XVIII wieku, aż do naszych czasów” zwróciły moją uwagę następujące fragmenty:
„W owych czasach pożar, w nocy z 20 na 21 października 1810 r w mieście powstały, niszczy dach na kościele dukielskim i dzwonnicy (...) w roku 1821 wielki pożar miasta niszczy pałac mniszchowski i wewnętrzne jego urządzenie; archiwum kościelne się pali, wraz z biblioteką i wielu drogocennymi sprzętami (...) W roku 1884 pożar znów pustoszy większą część miasta. Następnego zaś roku 1885 d. 15 lipca nowy pożar niszczy drugą część miasta, dach kościelny całkowicie spala, dzwonnicę uszkadza, nadwyręża sklepienie i ściany kościoła.”(2)
Natomiast we współcześnie napisanym wstępie do tej Monografii  pt. „Emmanuel Swieykowski i jego dzieło” P. Piotr Krasny napisał m.in.:
„Podstawowym walorem pracy Swieykowskiego, nie tracącym na znaczeniu wraz z upływem czasu, jest ujawnienie podstawowych dokumentów do dziejów Dukli i dukielskich zabytków. Część owych materiałów uległa już rozproszeniu (np. dukielskie archiwum parafialne), inne znajdujące się w archiwach lwowskich, są trudno dostępne dla polskich badaczy.”(3)
Interesujące było już to, że parafialne archiwum nie uległo zniszczeniu, tylko rozproszeniu. Mnie natomiast szczególnie zainteresowało, dlaczego w dukielskim USC są Księgi Metrykalne od 1837r – małżeństw i od 1857 – urodzeń? Wydawało mi się, że po pożarze w 1821 roku musiano założyć nowe Księgi. Gdyby one uległy spaleniu w pożarze w latach  1884/85, to USC w Dukli nie powinno mieć Ksiąg z lat wcześniejszych!!!
Napisałam list do pani Ewy Klechy - dyrektor Muzeum Historycznego w Dukli z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Zacytowałam Swieykowskiego, dołączyłam kopie pism od Ks. Proboszcza i z USC. Odpowiedź przyszła po ponad dwóch miesiącach i przeszła wszelkie moje oczekiwania:
W odpowiedzi na Pani kwerendę z dn. 22 października br. dotyczącą genealogii Pani rodziny uprzejmie informujemy, że dukielskie Księgi Metrykalne znajdują się w:
- Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu,
- Urzędzie Miasta i Gminy w Dukli,
- Archiwum Państwowym w Przemyślu (Parafia greckokatolicka w Dukli z l. 1784 – 1859, 1861, 1863 – 1871)
- Archiwum kościoła pw. Św. Marii Magdaleny w Dukli.
W ostatnim z wymienionych Archiwów znajdują się zaledwie dwie ocalałe Księgi Metrykalne zawierające min. Liber Natorum z l. 1784 – 1837 oraz Liber Copulatorum z l. 1784 – 1837. Dzięki uprzejmości Ks. Proboszcza odnaleźliśmy w niej Pani nazwisko rodowe”.
I tu podane zostały dwa wypisy z ksiąg metrykalnych:
1. Parafia Dukla - Liber Natorum - 7 listopada 1833, Nr domu 115, Katarzyna urodzona 7.11.1833r.  c. Dominika Baiera młynarza w Dukli i Agnieszki c. Bartłomieja Urbańskiego. Rodzice chrzestni: Józef Janiczek młynarz i Marianna Paszkiewiczowa (4)
O Katarzynie ojciec wiedział, ponieważ to była jego prababka, natomiast druga metryka była dla nas obojga niespodzianką:
2. Parafia Dukla - Liber Copulatorum - 8 listopada 1831 Nr domu: Poraż 8 i Dukla 115
Warzyniec Paszkiewicz lat 31 młynarz w Porażu, s. Kazimierza młynarza i Zofii de Michniewicz   poślubił Mariannę Bajer lat 21, c. Jakuba Bajera młynarza w Dukli i Aleksandry (5)
Mój praprapradziad Dominik Bayer miał siostrę Mariannę! I to ona, już jako mężatka, została matką chrzestną Katarzyny Bayerówny. Długo szukałam materiałów, które pomogłyby określić położenie domu o numerze 115 w Dukli. Dopiero niedawno, dzięki P. Danielowi Nowakowi, który miał dostęp do operatów opisowych mapy katastralnej Dukli, dowiedziałam się, że Nr domu 115 to był młyn w Dukli. Wszystko się zgadzało: młynarze mieszkali we młynie.
Trzecią metrykę z tych terenów dotyczącą moich dukielskich przodków otrzymałam kilka lat później całkowitym przypadkiem. Na forum genealogicznym Genpol odezwała się do mnie koleżanka Krysia Czerniga, której w czymś tam wcześniej pomogłam. Krysia napisała mi, że jej koleżanka zamówiła u Mormonów we Wrocławiu kilkanaście mikrofilmów z Podkarpacia i właśnie je przegląda w CHR. Mam podać nazwisko, to przy okazji swoich poszukiwań popatrzy i na moich przodków. Nie minęły dwa tygodnie, kiedy dostałam wiadomość od Krysi: w parafii rzym-kat w Uhercach w roku 1830 jest metryka ślubu Dominika Bajera, podsyła mi zdjęcie i mam sprawdzić czy to mój. Sprawdziłam - był mój!
Parafia Uherce - Liber Copulatorum 1784-1837 – Dn. 21 lutego 1830, Nr domu: Olszanica 13  Dominik Bajer lat 24, młynarz w Dukli, s. Jakuba i Józefy poślubił Agnieszkę Urban lat 20, c. Bartłomieja i Anny (6)
Mój ojciec, kiedy zobaczył metrykę ślubu Dominika i Agnieszki, skrzywił się na zapis jej nazwiska - Urban, twierdząc, że była Urbańska. Twierdził również, że zarówno Bayerowie, jak i Urbańscy byli szlacheckiego pochodzenia, czym wpuścił mnie, na samym początku mojej genealogicznej przygody, w ślepą uliczkę, ale o tym może będzie w którejś z kolejnych opowieści.
Co ciekawe, na tej samej stronie księgi metrykalnej z parafii w Uhercach, tuż nad zapisem ślubu Agnieszki i Dominika, został zapisany pod datą 17 lutego 1830 roku ślub brata Agnieszki – Józefa Urbana lat 35, młynarza w Olszanicy, a świadkiem na obu ślubach był m.in. Jan Bebkiewicz – młynarz w pobliskim Orelcu (6)
Z zapisów przedstawionych wyżej trzech metryk wynika, że Bayerowie obracali się w kręgu jednej grupy zawodowej – młynarzy. Wynika też, że rodzina ta mieszkała w Dukli przynajmniej w latach 1830-1833. Kilka lat temu miałam możliwość przejrzenia Księgi Chrztów z parafii w Dukli obejmującej lata 1857-1908, którą dukielski USC przekazał do Archiwum Państwowego w Sanoku. Nie znalazłam w tej księdze ani jednego zapisu dotyczącego moich przodków. Nie występowali nawet jako rodzice chrzestni innych dzieci. Najwyraźniej nie mieszkali już w tych latach w Dukli. Pozostała mi do przeszukania w sanockim archiwum Księga Małżeństw obejmująca lata 1837-1915. Trudno przewidzieć czy wniesie jakieś istotne wiadomości do dziejów moich przodków. Bardzo bym chciała też przejrzeć kiedyś osobiście księgi metrykalne znajdujące się w archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli. W wypisach sporządzonych przez panią dyrektor Muzeum Historycznego jest kilka znaków zapytania w miejscach, które były słabo czytelne. Mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe.
Na razie jednak wciąż nie wiem skąd Bayerowie do Dukli przybyli. Niestety, w żadnej z metryk z Dukli oraz Uherec, nie podano miejsca urodzenia Dominika i jego siostry Marianny. Nie znam dalszych losów moich praprapradziadków Agnieszki i Dominika Bayerów, nie wiem dokąd się z Dukli przenieśli, czy mieli więcej dzieci, gdzie zmarli, ani gdzie są pochowani. Ich córka Katarzyna po 1850 roku pojawia się we Lwowie, ale to jest temat na oddzielną opowieść.

Przypisy:
1. Rudolf del Alt „ Panorama Dukli od północy” 1842 rok ; Źródło : „Gmina Dukla – dawniej i dziś” profil na FB zobacz tu
2. Emmanuel Swieykowski „Studia do historyi sztuki i kultury wieku XVIII w Polsce. Tom I – Monografia Dukli” Kraków 1903; Reprint wydany w 1997 r nakładem Miasta i gminy Dukla, str. 44-45
3. Ibidem, str. 16
4. Archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli: Liber Natorum 1784 – 1837
5. Archiwum parafii św. Marii Magdaleny w Dukli: Liber Copulatorum 1784 – 1837
6. FS - Kościół rzymsko-katolicki. Parafja Uherce Mineralne (Lesko) Akta małżeństw 1784-1837 mf 765860 Item 9 zobacz tu

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Talerzyk na opłatek. Część 2

Poniższy artykuł powstał w wyniku przeprowadzonych przeze mnie badań i kwerend. Uprzejmie proszę o respektowanie moich praw autorskich!
W przypadku cytowania fragmentów lub całości artykułu proszę o podanie nazwiska autorki oraz linku do bloga.

Cz. 2 Malarnia
Fot. Archiwum rodziny Bayer
Dopiero w grudniu 2017 roku, wobec zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, pomyślałam, że warto spróbować wznowić poszukiwania (o wcześniejszych poszukiwaniach pisałam tu Część 1 - Poszukiwania ). Od 2007 roku, kiedy to szukałam pierwszych informacji, powstało wiele  nowych bibliotek cyfrowych, udostępniających mnóstwo ciekawych materiałów, w tym archiwalną prasę wydawaną we Lwowie. Poszukiwania prowadziłam teraz w ANNO (Cyfrowa Kolekcja Czasopism Austriackiej Biblioteki Narodowej), POLONIE (Cyfrowa Biblioteka Narodowa) oraz w Jagiellońskiej BC. Dzięki znalezionym tam materiałom mogę dziś przedstawić krótką informację o „Malarni” istniejącej przy firmie handlowej Kazimierza Lewickiego we Lwowie.
Zakład malowania na szkle i porcelanie Kazimierza Lewickiego tzw. „Malarnia” musiał działać już w latach, kiedy firma mieściła się we Lwowie przy ul. Trybunalskiej 6. Niestety, nie udało mi się ustalić dokładnej daty jego powstania. Niewątpliwie wyroby tego zakładu cieszyły się popularnością i renomą już na przełomie XIX/XX wieku, gdyż w kwietniu 1902 roku Gazeta Lwowska na swoich łamach tak pisała o tej wytwórni:
„Niestety, pomimo tak częstych deklamacyj na temat popierania przemysłu krajowego, panuje u nas dziwna jakaś niechęć do wyrobów krajowych. (…) Czas by już był pozbyć się tych tak szkodliwych uprzedzeń. Aby je rozproszyć i przełamać w zakresie ozdobionych malowidłami szkieł i porcelany, wystarczy udać się do sklepu p. Lewickiego i oglądnąć gotowe już wyroby. Są tam piękne, wzorowane na stylu zakopiańskim malowidła na wazonach i słoikach, są przepysznie uchwycone typy ludowe z całej Polski, są artystycznie wykonane krajobrazy z najpiękniejszych naszych miejsc klimatycznych. Wszystko to chwyta za serce i oko nie tylko swojskością tematu, lecz także rzeczywistą wartością artystyczną wykonania.”
W 1902 roku Lewiccy zakładają przy „Malarni” szkołę malowania na szkle i porcelanie, a Gazeta Lwowska z 13 kwietnia 1902 roku informuje:
„Do walki z wyrobami zagranicznymi w zakresie malowideł na szkle i porcelanie, tak drogimi a częstokroć wprost nieestetycznie wykonanymi, staje obecnie lwowska firma Kazimierza Lewickiego, która obecnie założyła u siebie szkołę malowania na szkle i porcelanie. Ci, którzy mieli sposobność oglądać wykonane w tej fabryce malowidła, nie mają wątpliwości, że jeżeli rezultat walki konkurencyjnej zawisły będzie od jakości artystycznego wykonania i taniości wyrobów, zwycięstwo w tej walce przypadnie w udziale firmie lwowskiej.”
W styczniu 1903 roku Lewiccy otrzymują pożyczkę z Wydziału Krajowego, ze stałego funduszu przemysłowego, w wysokości 20 000 koron na rozszerzenie zakładu malowania na szkle i porcelanie. Pożyczka oprocentowana na 3 % miała być spłacana w 20 ratach kwartalnych począwszy od 1 stycznia 1904 roku. Przy czym Kurier Lwowski, gdzie ta informacja się pojawiła, napisał tak:
„Jest to w kraju zupełnie nowa gałąź przemysłu a polega na malowaniu białej, głównie czeskiej porcelany, na wypalaniu naczyń malowanych i puszczaniu w obieg tak uszlachetnionych wyrobów. To samo dotyczy wyrobów szklannych. Szkło bezbarwne białe lub o jednolitem zabarwieniu poddaje się malowaniu, następnie wypalaniu.”
Tu Kurier Lwowski trochę się mylił, gdyż na swoich łamach informował już w lipcu 1888 roku (15 lat wcześniej) o powstałym we Lwowie zakładzie malowania na szkle i porcelanie panien Janiszewskich. W Krakowie w 1897 roku istniała podobna Malarnia prowadzona przez Hirscha Chajesa na ul. Starowiślnej 46. Niewątpliwie nikt wcześniej nie uruchomił zakładu malowania na porcelanie z produkcją na taką skalę jak Lewiccy.
W tym czasie właściciele firmy kupują kamienicę przy Placu Mariackim 10. W samym centrum Lwowa, przy jednym z głównych placów Śródmieścia, naprzeciwko słynnego Hotelu Georgea. W lipcu 1903 roku przenoszą swój sklep, skład towaru oraz Malarnię do nowej siedziby, o czym informują klientów w licznych, prasowych ogłoszeniach. A jesienią następnego roku następuje całkowite zamknięcie handlu w lokalu przy ul. Trybunalskiej 6.
ANNO - Kurier Lwowski 3VII1903r.
W niedzielę 25 grudnia 1904 roku, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, Kurier Lwowski zamieszcza informację: 
„Talerzyki na opłatki wykonane zostały w pracowni malarskiej p. Kazimierza Lewickiego we Lwowie. Na porcelanowym talerzu, malowanym we wzory zakopiańskie, leży w środku opłatek świąteczny. P. Lewicki przygotowuje serwisy porcelanowe podług rysunku Tadeusza Rybkowskiego.”
Nie muszę chyba mówić, jak bardzo ucieszyła mnie ta informacja. Miałam trochę wątpliwości, czy artysta malarz Tadeusz Rybkowski na pewno jest autorem projektu malunku na talerzyku, ponieważ w Kurierze Lwowskim nie jest to wyraźnie napisane. Serwisy porcelanowe to coś innego niż pojedynczy, świąteczny talerzyk. Moje wątpliwości pomógł rozwiać przypadek.
W Wigilię 2017 roku, na swoim profilu na Facebooku, p. Tomasz Kuba Kozłowski, autor „Opowieści z Kresów” i koordynator Warszawskiej Inicjatywy Kresowej, opublikował życzenia ilustrując je pocztówką świąteczną wysłaną do Lwowa 20 grudnia 1904 roku, a ozdobioną grafiką autorstwa Tadeusza Rybkowskiego. Wystarczy popatrzeć na tę pocztówkę oraz na malunek na talerzyku, żeby stwierdzić, że autorem obu prac jest jedna i ta sama osoba.
Lwów - pocztówka świąteczna z 1904r. T. Rybkowskiego
Z kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego
Z archiwum rodziny Bayerów
Ogłoszenia prasowe reklamujące talerzyki na opłatki z firmy Kazimierza Lewickiego ukazywały się w okresie przedświątecznym dopiero od 1906 roku w Słowie Polskim, a w latach 1907-1909 w Kurierze Lwowskim. Produkowano je w trzech rozmiarach i bardzo żałuję, że w ogłoszeniach prasowych nie podano ich średnicy. Cena talerzyków zależna była od ich wielkości i w latach 1906-1907 wynosiła odpowiednio: -45, -60, -75 ct, a w latach 1908-1909: -90, 1,20, 1,50 K.
ANNO - Kurier Lwowski 13 XII 1909r.
W latach 1904–1909, w czasie kiedy talerzyki były reklamowane w prasie, mój dziadek Ludwik Bayer mieszkał we Lwowie ze swoją drugą żona Heleną z Iwańskich, którą poślubił 28 czerwca 1904 roku. W kwietniu 1905 roku urodził się ich pierworodny syn Stanisław, w listopadzie 1906 roku córka Zofia, a w grudniu 1909 córka Jadwiga. Ludwik był wówczas urzędnikiem, oficyantem kancelaryjnym, pracował w Biurze Egzekucyjnym przy C.k. Administracji podatków we Lwowie mieszczącym się przy Placu Cłowym 1, u wylotu ul. Łyczakowskiej. Do 1908 roku razem z rodziną mieszkał na ul. Inwalidów, na Kleparowie. Wracając z biura przechodził przez Plac Mariacki, gdzie znajdował się sklep Kazimierza Lewickiego z olbrzymią i przyciągającą uwagę wystawą. W taki oto sposób talerzyk na opłatek z firmy Kazimierza Lewickiego najprawdopodobniej znalazł się w posiadaniu mojego dziadka.
Malarnia oraz sklep Lewickich funkcjonowały w kamienicy przy Placu Mariackim do września 1939 roku. II Wojna Światowa unicestwiła zarówno zakład malowania we Lwowie, jak i wytwórnię fajansów w Pacykowie. Kamienica Lewickich w czasie wojny została uszkodzona, a po zakończeniu działań wojennych nie odbudowano jej. Rozebrano ją ostatecznie w styczniu 1998 roku. W tym miejscu jeden z banków wybudował swoją siedzibę - nowoczesny budynek zupełnie nie pasujący do otoczenia. Pomimo, że  byłam we Lwowie kilkukrotnie, nie mam zdjęcia tego fragmentu Pl. Mariackiego. Tak okropnie wygląda nowy budynek ze sztucznego marmuru i szkła w otoczeniu secesyjnych kamienic. Wolę go pamiętać takim, jaki zachował się na archiwalnych zdjęciach
Lwów 1917 r. - Fot. z archiwum rodziny Bayer
Pl. Mariacki z pomnikiem A. Mickiewicza i kamienicą Lewickich w tle
Natomiast mojego dziadka  koleje losu zaprowadziły w latach I Wojny Światowej do Zamościa. Już po wojnie poznał moją babcię Weronikę z Kołtuniaków i ożenił się z nią 14 lutego 1920 roku jako poczwórny wdowiec. Talerzyk przetrwał lata Wielkiej Wojny, liczne dziadkowe przeprowadzki, a po jego śmierci w 1938 roku pozostał z babcią Weroniką. Musiał być dla niej cenną pamiątką, gdyż ochroniła go przed zniszczeniem nawet w czasie przymusowego przesiedlania podczas okupacji niemieckiej w 1941 roku. Mój ojciec przywiózł ten talerzyk do Warszawy dopiero po jej śmierci. Po jego odejściu do świata przodków 28 września 2016 roku, talerzyk przywędrował do mnie. Już po raz drugi zajął  główne miejsce na stole w czasie rodzinnej wieczerzy wigilijnej.
Jest jedną z ciekawszych lwowskich pamiątek.
Wigilia 2017 r.  Fot. K. Smykowski

PS. Bardzo dziękuję p. Tomaszowi Kubie Kozłowskiemu za udostępnienie skanu świątecznej pocztówki